Splinter Cell Centre - SCC
  
Strona Główna ::  Forum ::  Artykuły ::  Linki
Sierpień 18 2017 01:21:24 
 
Nawigacja
Strona Główna
Forum
Artykuły
FAQ
Kontakt
Galeria
Szukaj
Linki
Redakcja
Partnerzy
Wymiana/bannery
Info

Tom Clancy
Ubisoft
Cenega
Porady ogólne
Tryby wizyjne
Sam Fisher
Irving Lambert
Anna Grimsdóttír
William Redding
Michael Ironside
Mapa
Polskie Klany
Plan Wydawniczy
Relacja z UbiDays08

DeviantART
SC Books

"Sojusz zła" - recenzja
"Kolekcjoner" - recenzja
SC: Conviction

Zapowiedź
Recenzja (PC)
Movies
Galeria
Conviction na E3
SC: Double Agent

O grze
Interfejs
Recenzja (XBOX)
Recenzja (PC)
Postacie
Wymagania sprzętowe
Hacking
Fabuła
Movies
Tryb multiplayer
Achievementy
Pasek zaufania
Rodzaje zakończeń
Video solucje (PC, X360)
Video solucje (Xbox)
Galeria
Promocja

SC: Essentials

O grze
Fabuła
Movies
Cheats
Galeria

SC: Chaos Theory

O grze
Interfejs
Recenzja (PC)
Recenzja (N-gage)
Wymagania sprzętowe
Fabuła
Wyposażenie
Włamywanie się
Hacking
Versus
Movies
Cheats
Video solucje
Galeria

SC: Pandora Tomorrow

O grze
Recenzja
Wymagania sprzętowe
Wyposażenie
Fabuła
Postacie
Movies
Cheats
Poradnik
Video solucje
Galeria

Splinter Cell

O grze
Recenzja
Wymagania sprzętowe
Fabuła
Postacie
Movies
Cheats
Video solucje
Galeria
Fan Zone
Story by Yuukimo
Story by IwaN Roz. 1
Story by IwaN Roz. 2
Story by IwaN Roz. 3
Story by IwaN Roz. 4
Story by IwaN Roz. 5
Story by IwaN Roz. 6
Story by IwaN Roz. 7
Story by IwaN Epilog
Story by Molook pt. 1
Story by Molook pt. 2
Stopka
SCC Copyright © 2007-2014

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zakaz kopiowania materiałów bez zgody administracji.

 
SbI Roz. 7
 
Rozdział VII


Vlad siedział w autobusie. Wracał ze szpitala. Na twarzy miał kilka szram i szwów. Na reszcie ciała trochę sińców oraz poparzeń. Tępo wpatrywał się przez szybę w zachodzące słońce. Po powrocie do kraju lekarze opatrzyli go i po parogodzinnej obserwacji puścili do domu. Misja w Pekinie okazała się niemal kompletną porażką dla Agencji. Stracili helikopter oraz dwóch dobrze wyszkolonych ludzi. Paul zmarł z powodu wykrwawienia na długo przed przybyciem jakiejkolwiek pomocy, a pilot śmigłowca zginął na miejscu w wybuchu, wywołanego uderzeniem w budynek. Ponadto eksplozja w siedzibie Ognistego Smoka spowodowała, na szczęście niegroźne, obrażenia u kilkunastu mieszkańców pobliskich budynków. Agencja musiała wniknąć w śledztwo i zatuszować wszelkie ślady mogące na nią wskazywać. Ostateczna wersja wydarzeń, podana władzą chińskim wskazywała na porachunki między mafijne. Nie znalazła się tam żadna wzmianka o Black Hawk’u. Wrak został wywieziony jeszcze tego samego dnia przez ludzi A.Z.T. Po uiszczeniu odpowiedniej wypłaty pieniężnej ludziom prowadzącym śledztwo, nikt się potem o ten szczegół nawet nie pytał. Agencja zawiesiła śledztwo w całej sprawie kradzieży rakiet SI-13, do czasu pojawienia się pewnych dowodów lub świeżych śladów. Uznając dotychczasowe dochodzenie za bezowocne. Zwierzchnicy w Agencji byli wściekli na wszystkich uczestniczących w tej akcji jak i na siebie nawzajem, za to, że zgodzili się po prawie nic nie wnoszącym, poza niepewnymi poszlakami, zadaniu w Kairze na kontynuowanie misji. Rozpoczęło się szukanie kozła ofiarnego. Vlada jednak to nie interesowało jak i również nie dotyczyło. Zaraz po powrocie do A.Z.T. złożył swoje wypowiedzenie. Nie czekał, aż Agencja sama go wyrzuci. Nie zamierzał dać im tej satysfakcji. Postanowił wrócić do siebie, zająć się starymi zajęciami i najważniejsze, zapomnieć o wszystkim.
Pewnie Hans już dawno wypieprzył mnie z roboty – pomyślał Vlad. No cóż będę musiał znaleźć sobie inną fuchę.
Autobus zatrzymał się na pustkowiu w środku lasu. Vlad wysiadł i ruszył polną drogą w kierunku swojego domu. Kiedy stanął już na posesji zobaczył, że nic się nie zmieniło. Stara szopa ciągle stała na swoim miejscu, w takim stanie w jakim ją zostawił. Obok rozpadająca się rudera z dziurawym dachem, którą nazywał domem, również wyglądała tak samo. Wszędzie było tylko trochę więcej pożółkłych jesiennych liści.
- Nie ma to jak w domu. – powiedział do siebie Vlad i ruszył w kierunku wejścia.
Kiedy dotknął klamki i popchnął drzwi, te zaczęły się jak gdyby łagodniej i z mniejszym niż dotąd skrzypieniem otwierać.
Dziwne – pomyślał Vlad.
W tym jednak momencie jakaś niewyjaśniona wewnętrzna siła, czy też instynkt kazał mu odskoczyć i paść na ziemię. Przeturlał się wśród liści i schował za pozostałością po starym murowanym ogrodzeniu. W tym momencie nastąpił eksplozja. Strzępy domu latały wszędzie w powietrzu. Wybuch rozchodził się echem po lesie. Resztki drewnianej konstrukcji domu paliły się jasnym płonieniem. Vlad zaczął wstawać powoli wychylając głowę zza muru. Najpierw starał się wypatrzeć czy w pobliżu nie ma gdzieś ukrytej żadnej osoby. Ciemny las wydawał się spokojny. Spojrzał na dopalające się resztki chaty.
To nie był przypadek – pomyślał.
Ktoś chce mnie zabić. To nie ulega wątpliwości. Ale kto i z jakiego powodu? Muszę w końcu znaleźć odpowiedzi na kilka pytań.
Włożył rękę do kieszeni i wymacał spoczywając tam metalowy przedmiot. Ruszył w kierunku szopy i wyciągnął rower. Zaczął jechać w kierunku głównej drogi, w kierunku miasta. Chłodny, jesienny wiatr zrzucał z drzew liście. Gdzieś w oddali zawył wilk. Kiedy Vlad dojeżdżał do przedmieścia zapanował już kompletna ciemność. Latarnie rozświetlały ulice. Co chwila przez niebo przebiegał jakiś obłok i zasłaniał na moment jasno świecący księżyc. Vlad zatrzymał się przed niepozornym białym jednorodzinnym domkiem z zadbanym trawnikiem. Oparł rower o drzewo i zadzwonił do drzwi. Rozległ się melodyjny odgłos dzwonka. Przez chwilę nic nie działo, lecz wkrótce z drugiej strony dobiegły czyjeś kroki. Drzwi uchyliły się i stanęła w nich postać w szlafroku z długimi blond włosami.
- Vlad? – przemówił blondyn poprawiając na nosie okulary – To ty? Co ci się stało?
- Mi? – zapytał Vlad – Nie nic takiego. Mam nadzieję Stephen, że cię nie obudziłem.
- Nie, skądże. – odpowiedział Stephen.
- W takim razie liczę, że znajdziesz dla mnie odrobinę czasu? – powiedział Vlad – Musimy trochę porozmawiać.
- Tak oczywiście, wejdź. – powiedział Stephen – W końcu od czego są przyjaciele.

-------------

Odsunął się na bok drzwi i uczynił zapraszający gest ręką. Vlad wszedł do środka. Dom był urządzony ładnie, ale bez przepychu. W pokojach stały drewniane meble na podłodze leżały puszyste dywany. Ogólnie panował tutaj niemal nienaganny porządek, tylko na biurku przed komputerem walały się jakieś płyty, wydruki, książki, resztki jedzenia oraz kubek z zaschniętą kawą.
- Siadaj. – powiedział Stephen i wskazał na skórzaną kanapę nieopodal komputera – Napijesz się czegoś? Mam świetną kawę.
- Napić, napiję się z chęcią. – powiedział Vlad – Tylko gdybyś miał coś trochę mocniejszego od kawy…
- Poszukam. – powiedział Stephen – Może się coś znajdzie.
Zniknął w drzwiach prowadzących do kuchni. Po około minucie pojawił się niosąc w jednej ręce swoją kawę, a w drugiej butelkę Johnnie Walkera, oraz pustą szklankę. Postawił rzeczy na stole przed Vladem.
- Nie miałem kieliszków więc przyniosłem ci szklankę. – powiedział Stephen.
- Nic nie szkodzi. – mówił Vlad.
Stephen usiadł ze swoim kubkiem w fotelu naprzeciwko komputera. Wziął łyk aromatycznej kawy i przemówił do Vlad.
- Nie obraź się, ale wyglądasz dosłownie strasznie. Zupełnie jakbyś uciekł z Piekła. – lekko się uśmiechnął.
- Bo prawie uciekłem. – odparł Vlad – Ktoś próbował mnie dzisiaj zabić. – Stephen już się nie uśmiechał – W moim domu eksplodowała bomba. – i opróżnił za jednym razem szklankę pełną whisky.
- Zgłosiłeś to na policję? – zapytał Stephen.
- Nie i nie zamierzam. – odparł Vlad – To była robota profesjonalisty. Jeśli powiem to gliną, gdzie na pewno mają wtykę, dowiedzą się że żyję oraz gdzie jestem i mnie kropną. – po tych słowach nalał sobie drugą szklankę.
- Więc jak mogę ci pomóc? – zapytał się Stephen.
- Mógłbyś spróbować odczytać z tego jakieś dane. – powiedział Vlad wręczając mu dysk twardy o porysowanej i powgniatanej obudowie. Bolce od wtyku zasilanie jak i te od taśmy były powykrzywiane.
- Nie wygląda to najlepiej. – fachowo po wstępnych oględzinach powiedział Stephen – Dysk twardy to delikatne urządzenie… Zobaczę jednak co da się z tym zrobić.
Po czym zza obudowy komputera wyciągnął jakiś kabel i ze śrubokrętem w reku zaczął majstrować przy dysku. Po pięciu minutach odwrócił się z powrotem do Vlad i powiedział.
- Dysk podłączony. Zobaczmy czy coś ocalało.
Monitor rozbłysnął światłem i już po chwili wyświetlił się na nim system.
- Coś niby tam jest… - powiedział Stephen otwierając kolejne okna nieznanych Vladowi programów – Jednak ocalałe dane są nie spójne i system nie może ich przeczytać.
- Nie da się na to nic poradzić? – zapytał Vlad.
- Mogę spróbować mojego programu do odzyskiwania danych z dysków, ale nie gwarantuje, że zadziała. – powiedział Stephen.
- Na stare dyski z bankomatów z numerami kont jakoś kiedyś działał. – powiedział Vlad.
Stephen lekko się uśmiechnął, włożył płytę do napędu i kliknął na jakąś ikonę na pulpicie. Obraz kilka razy zamrugał. Wyświetlił się wiersz poleceń, a Stephen wpisał kilka komend.
- Gotowe. – powiedział Stephen – Program ruszył, jednak przeszukanie całego dysku zajmie mu kilkanaście minut i nie mogę dać ci gwarancji, że coś znajdzie.
- W porządku. – powiedział Vlad – Poczekam. Masz może jakiegoś papierosa?
- Rzuciłem niedawno palenie. – powiedział uśmiechając się Stephen – Zalecenia lekarza. – po czym dodał – Ale chyba mam jeszcze w domu jakąś resztkę paczki lightów.
Wstał i zniknął na chwilę w sąsiednim pomieszczeniu. Po chwili wrócił z popielniczką, paczką papierosów i zapałkami. Vlad zapalił papierosa i głęboko zaciągnął się dymem.
- Widzę, że ty nadal palisz … - powiedział Stephen.
- Zawsze paliłem. – odparł Vlad.
- I dużo pijesz. – powiedział Stephen.
- Zawsze piłem. – odparł Vlad.
- Może, ale na pewno nie aż tak. Nie w takich ilościach.– mówił Stephen – Wiesz jakie to niezdrowe? W taki sposób wykończysz się w ciągu kilku lat.
- Przestań pieprzyć. – powiedział Vlad – Całe życie jest niezdrowe bo człowiek umiera. Poza tym ta cała egzystencja tutaj to i tak jedno wielkie gówno.
Zamilkł na chwilę. Ciszę zakłócał tylko odgłos głośno pracującego dysku. W końcu Stephen przerwał ciszę i powiedział.
- Sporo się zmieniłeś od czasu śmierci Saszy. – powiedział Stephen – To musiał być dla ciebie spory wstrząs. Tak nagle stracić najbliższego przyjaciela. Ale nie można ciągle żyć przeszłością, gdy przed nami jest jeszcze przyszłość…
- Prawie co noc mi się to wszystko przypomina… - Vlad zaczął mówić przybitym głosem – Dokładnie widzę jak leże w mokrym, zarośniętym, śmierdzącym rowie, a obok mnie w gorączce rzucany drgawkami spoczywa Sasza. Nieopodal nas grupa koreańskich żołnierzy przeszukuje teren. Ze strzępów nóg Saszy powoli sączy się krew, a kawałki kości, mięśni i ścięgien spoczywają w cuchnącym szlamie. Ja tylko zatykam mu rękami usta, żeby nie majaczył na głos i nie wydał naszej kryjówki. Po cichu modlę się, żeby nas nie znaleźli. Modlę się, żeby Sasza jakoś to wszystko przeżył. Po chwili żołnierze odchodzą, Sasza umiera. Nic nie jestem w stanie zrobić. Dalej leżę bezsilny i jakby nieświadomy tego co się stało.
Vlad cichnie i ponownie zaciąga się papierosem. Nalewa sobie trzecią szklankę whisky.
- Nie możesz siebie obwiniać za śmierć Saszy. – powiedział Stephen.
- Właśnie że mogę. – opowiedział trochę ciszej Vlad – Sasza zginął przeze mnie. Prawie tak jakbym sam go zabił. – po czym dodał – Zabić swojego najlepszego przyjaciela.
- Przecież mówiłeś, że Sasza został ranny z automatycznie uruchomianego karabinu z czujnikiem ruchu. – powiedział Stephen.
- Tak, ale ja tego karabinu nie zauważyłem i wysłałem tam Saszę… - mówił Vlad
- Ale on sam przecież sam też tego nie zauważył. – powiedział Stephen – I również przeoczył to zabezpieczenie. Ty tylko próbowałeś go ratować…
- Jego nogi zostały kompletnie podziurawione, a kości pogruchotane. – mówił jak w transie Vlad – Wszystko wyglądało jak oblany keczupem krwią ser szwajcarski. Założyłem mu opaski uciskowe. Każdy, najmniejszy nawet, ruch trzymających cię na strzępkach mięśni nóg powodował że Sasza wył z bólu. Musiałem nożem odciąć bezwładne kikuty, żeby móc uciec z nim na plecach z bazy…
- Zrobiłeś wszystko co było w twojej mocy. – powiedział Stephen.
- Powiedziałem mu, że go z tego wyciągnę. – kontynuował Vlad – Że jeszcze wszystko będzie w porządku, lecz tak naprawdę ani przez chwilę w to nie wierzyłem…
W tym momencie komputer zapiszczał i na ekranie pojawiły się jakieś dane. Stephen spojrzał na monitor i po chwili powiedział.
- Nie jest tak źle. Z danych na dysku ocalało jakieś dziesięć procent i program zdołał złożyć to w spójną całość. Zobaczmy, może jest tu coś interesującego…

-------------

Zaczął przeglądać różne pliki i foldery. Na monitorze pojawiały się jakieś rysunki schematy, notatki oraz inne pliki tekstowe.
- Hm…, ciekawe. – powiedział Stephen – Czyj to dysk, jeśli można spytać?
- Pewnego hakera, który za życia współpracował z handlarzami bronią. – mówił Vlad – Był to niejaki Wang Tang.
- Nigdy o nim nie słyszałem. – powiedział Stephen – Czego dokładnie szukamy?
- Nazwisk jego klientów, którym sprzedał rakiety SI-13. – mówił Vlad – Tang musiał prowadzić jakiś dziennik, listę zamówień, czy coś w tym stylu.
Po chwili przeglądania jakiś dokumentów Stephen odezwał się.
- Mam tutaj adnotację o rakietach SI-13, ale muszę cię zamartwić. Nie ma tutaj żadnych danych personalnych tylko jakieś pseudonimy… - po czym dodał – Zaczekaj, są jeszcze numery kont z których Tang dostawał przelewy gotówki.
- Możesz na podstawie tych numerów odnaleźć zleceniodawcę przelewu? – zapytał Vlad – Kiedyś przecież zajmowałeś się kontami bankowymi…
- Stare czasy. – powiedział Stephen i lekko się uśmiechnął – Teraz zajmuję się uczciwą robotą. Piszę programy edukacyjne.
- Pamiętasz jeszcze stare sztuczki, prawda? – powiedział Vlad – Jesteś jednym z najlepszych hakerów. – spojrzał się na twarz Stephena, na której malowała się mina lekkiego zdziwienia – Znaczy się najlepszym. – poprawił się Vlad, a Stephen uśmiechnął się i zaczął coś wklepywać w komputerze. Po pięciu minutach odwrócił się twarzą do Vlada i powiedział.
- Chyba mamy naszego ptaszka. Konto które widniało było utworzone tylko tymczasowo w jednym z banków szwajcarskich i zostało wykorzystane tylko raz pół roku temu. Cała gotówka, okrągłe sto milionów, została przelana na pekińskie konto Tanga. – po czym widząc w oczach Vlada narastające zniecierpliwienie dodał – Szwajcarskie konto założyła osoba o imieniu Aleksander Sitow.
- Co? –powiedział z niedowierzaniem Vlad – Ten Aleksander Sitow. Pracownik A.Z.T.
- Nie możemy być pewni. – mówił Stephen – Ale kraj i miasto się zgadza. Dokładniejszych danych adresowych nie ma.
- Na ile jesteś pewien, że nie pomyliłeś nazwiska? – zapytał Vlad.
- Co do poprawności nazwiska to jestem pewnie w niemalże w stu procentach. – powiedział Stephen – Jednak nie możemy tak od razu zakładać, że jest to akurat ten Sitow. Nie mamy na to wystarczających dowodów…
- Wiesz późno się robi. – przerwał mu nagle Vlad – Pójdę już sobie do domu…
- Przecież ty teraz nie masz domu. – powiedział Stephen, lecz Vlad wstał i spokojnie ruszył w kierunku drzwi.
- Wielki dzięki za whisky i papierosy, tego było mi trzeba. - powiedział znikając za drzwiami Vlad.
- Tylko nie rób niczego głupiego! – zdążył jeszcze krzyknąć - za nim Stephen.

-------------

Oczywiście, że nie zamierzam zrobić nic głupiego – pomyślał Vlad.
Mam tylko ochotę chwilę porozmawiać w cztery oczy z Aleksandrem Sitowem. Niech się skurwysyn wytłumaczy.
Zaraz po wyjściu wsiadł na rower i ruszył w kierunku centrum miasta. Ulice przedmieścia o tej porze były niemal kompletnie puste, dlatego Vlad jechał tak szybko jak tylko mógł, nie zatrzymując się na skrzyżowaniach. W pewnym momencie czarne BMW niespodziewanie wyjechało zza rogu. Vlad nie zdążył zahamować. Samochód również. Przednie koło roweru uderzyło o maskę, a cały bicykl gwałtownie podskoczył w górę. Vlad przeleciał przez kierownicę i maskę auta. Wylądował na trawie po drugiej stronie drogi. Cholera – pomyślał. Powoli zaczął się podnosić. W tym momencie usłyszał jak drzwi samochodu otwierają się i ktoś do niego podbiega.
- Nic się panu nie stało? – pytała cały czas idąc w jego kierunku kobieta – Wyjechał pan tak nagle z podporządkowanej ulicy… - teraz kobieta patrzyła mu w twarz – Vlad? To ty?
- Tak ja. – odparł Vlad – Fajnie Anna, że tak ni stąd ni z owąt na siebie wpadliśmy.
- Przestań. – odpowiedziała Gras – Powiedz lepiej czy jesteś cały i co tu w ogóle robisz?
- Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jednak przeżyję. – powiedział Vlad wstając na nogi i masując stłuczone kolano – A co do drugiego pytania to wybierałem się w pewnej sprawie do Aleksandra Sitowa.
- Co za zbieg okoliczności. – powiedziała Anna – Ja też tam właśnie jadę.
- A można spytać w jakiej sprawie? – zapytał Vlad.
- Tego niestety nie mogę ci ujawnić, gdyż jest to tajemnica Agencji. – powiedziała Gras – Jednak jak już tam się wybieram to chyba zważywszy na okoliczności – tu spojrzała na powyginany rower – mogę cię podrzucić.
- Świetnie. – powiedział Vlad – Wszystkie drogi prowadzą do Sitowa.
Wsiedli do samochodu i ruszyli do centrum. Anna nie była zbytnio rozmowna i mino usilnych prób Vladowi nie udało się ustalić powodu dla którego Gras, o tak późnej porze, miałaby składać wizytę Aleksandrowi Sitow. Usłyszał od niej tylko, że działa z polecenia majora Igora Krysowa.
Polecenie z samej góry – pomyślał.
Co Agencja może od niego teraz chcieć?
Zatrzymali się przed wysokim biurowcem w którym urzędował Sitow. Gdy wysiadali Vlad kątem oka zauważył jak Anna chowa do torebki mały pistolet. Kiedy zapytał się o broń Gras nawet nie zwróciła na niego uwagi i dalej szła w kierunku szklanych drzwi. Przed pierwszym ochroniarzem machnęła tylko legitymacją A.Z.T. Czarnoskóry strażnik zrobił jej przejście, a następnie zagrodził Vladowi drogę. Spojrzał na niego pytającym wzrokiem.
- Ja razem z tą panią. – odparł Vlad i przecisnął się miedzy murzynem, a drzwiami.
W holu Gras już rozmawiała z drugim ochroniarzem pokazując mu jakieś papiery. Po chwili z kluczem w ręku ruszyła do prywatnej windy Sitowa. Vlad przez chwilę stał nie bardzo wiedząc co zrobić po czym pobiegł za Anną. Do windy dobiegł w ostatniej chwili, kiedy drzwi już się zamykały. Zdążył jednak zablokować je nogą i wejść do środka. W trakcie jazdy na górę Gras traktowała Vlada jak powietrze. Stała w jednym miejscu nawet na niego nie patrząc. Jedną ręką przyciskała do ciała swoją torebkę. Dojechali na właściwe piętro. Drzwi windy otworzyły się, a Anna natychmiast ruszyła korytarzem w kierunku biura Sitowa. Kiedy stanęła przed drzwiami i nacisnęła klamkę. Drzwi bez zbędnych problemów otwarły się. Nie były zamknięte na żaden zamek. Tak jakby tylko czekały żeby je ktoś otworzył. Anna zniknęła w gabinecie. Vlad ruszył za nią.

-------------

- Spodziewałem się, że może pani złożyć mi tutaj niezapowiedzianą wizytę. – powiedział spokojnie Sitow wygodnie siedząc w swoim fotelu.
Anna jak gdyby straciła trochę pewności siebie i ze zdziwionym wyrazem twarzy spojrzała na Sitowa.
- Spodziewał się pan mnie?... – powiedziała niepewnie Gras i położyła drugą rękę na torebce kurczowo ją ściskając.
- Ależ, oczywiście. – powiedział z lekkim uśmiechem na ustach Sitow – Spodziewałem się, że ten tchórz major Igor Krysow nie będzie miał na tyle odwagi, aby stawić się tutaj osobiście…
W tym momencie do pomieszczenia wszedł Vlad. Sitow zamilkł na chwilę i spojrzał w jego kierunku, po czym przemówił.
- Vlad?
- Wyglądasz tak jakbyś nieboszczyka zobaczył. – powiedział Vlad – Praca po godzinach wyraźnie ci nie służy. Poza tym czuję, że musimy sobie porozmawiać.
- Przepraszam cię. – powiedział już normalnie Sitow – Lecz pani była pierwsza. Cóż…, czym więc mogę służyć? – lekko się uśmiechnął kącikiem ust i schował prawą rękę pod biurko.
- Wyjaśnieniami. – powiedziała Gras – Z archiwów Agencji zniknęło w ostatnim czasie kilka ważnych danych i tajnych informacji rangi państwowej.
- I oskarżacie mnie o kradzież tychże dokumentów? – Sitow wyszczerzył swoje białe zęby – Przecież to absurd. Nie tylko ja miałem do nich dostęp. Skąd więc te niesłuszne podejrzenia?
- Rzeczywiście. – powiedziała Anna – Dostęp do tych dokumentów miała również wąska grupa osób z Agencji. Jest tylko jedno „ale”. Sprawdziliśmy ich, są czyści. Został tylko pan.
- Doprawdy? – powiedział Sitow – Ale zapomniała pani o jednym. Jako osobista asystentka majora Igora Krysowa mogła pani mieć również dostęp do tych akt. – tutaj znowu się uśmiechnął – Jak pani myśli, na kogo padną podejrzenia kiedy asystentka jednego z szefów A.Z.T. zniknie bez śladu w niewyjaśnionych okolicznościach? I to akurat w momencie w którym wszystkie brudy zaczynają wypływać na powierzchnie.
- Dlaczego niby miałabym zniknąć? – spytała się Gras.
Wówczas Sitow wyjął schowaną dotąd pod biurkiem rękę. W dłoni tkwił pistolet wycelowany w kierunku Vlada i Gras.
- Ty skurwysynie! – powiedział milczący dotąd Vlad.
Anna zrobiła lekki krok do tyłu po czym prawą rękę zaczęła powili otwierać torebkę. Mówiła łamanym i niepewnym głosem.
- Myli się pan, Aleksandrze Sitow. – i zrobiła krok w jego kierunku – Agencja już poczyniła odpowiednie kroki w pana sprawie. Jest nawet nakaz pańskiego zatrzymania, do czasu złożenia odpowiednich wyjaśnień. – znalazła się od niego już o dwa kroki – Mam nawet przy sobie kopię potwierdzający to dokument. – zaczęła wkładać rękę do torebki.
- Proszę się natychmiast zatrzymać! – powiedział Sitow odbezpieczając swoją broń, Anna zamarła w bezruchu – Niech pani powoli położy torebkę lewą ręką na moim biurku. Tylko bez żadnych gwałtownych ruchów.
Anna zaczęła wykonywać jego polecenie. Położyła torebkę na blacie burka.
- A teraz proszę się odsunąć! – powiedział Sitow – Zobaczmy co tutaj mamy. – i wysypał zawartość na lśniący blat.
Z torebki oprócz portfela, komórki, długopisów, szminki i jakiś papierów wypadł mały poręczny pistolet.

-------------

- No proszę. – powiedział Sitow – Teraz w końcu wiem co wchodzi w skład podstawowego wyposażenia sekretarki Agencji. – uśmiechnął się, schował broń Gras do szuflady biurka i spojrzał na Vlada – Pan, panie Vladimirze Kuznow z tego co pamiętam nie nosi przy sobie na co dzień żadnej broni. – następnie jednak dodał – A tak, zupełnie bym zapomniał. – uśmiechnął się – Pański nóż. Proszę go wyjąć, położyć na ziemi i kopnąć w moją stronę.
Vlad schylił się i zaczął podwijać nogawkę spodni.
- Tylko niech pan nie zapomina, że mam pana cały czas na muszce. – powiedział Sitow – Nie chciałbym cię tutaj zabijać. Moja sprzątaczka czyściła dzisiaj biuro.
- Ty sukinsynie. – powiedział Vlad położył nóż na ziemi – Chyba nie sądzisz, że ujdzie ci to na sucho.
Kopnięty nóż z brzdękiem przetoczył się po podłodze i wylądował pod burkiem.
- Oczywiście, że tak uważam. – powiedział spokojnie Sitow – A raczej to wiem. Agencja nic na mnie nie ma. Nie zostawiłem żadnego dowodu mogącego na mnie, nawet pośrednio, wskazywać. Jestem profesjonalistą, dokładnie zatarłem ślady. – lekki uśmiech nie chodził z jego twarzy – W końcu pracuję dla Agencji. Zresztą kiedy, już wkrótce, przypadkowo światło dzienne ujrzy kolejny skandal autorstwa A.Z.T. nikt nie będzie nawet o mnie pamiętał. Za to o was będą jeszcze długo mówić.
- Jaki skandal? – zapytała Gras.
- Olbrzymi, o niespotykanej dotąd skali. – uśmiechnął się jeszcze szerzej – Dwójka ludzi z Agencji będzie odpowiedzialna za zamach na prezydenta.
- Co takiego? – powiedziała z niedowierzaniem Anna.
- To do tego chcesz użyć pocisków? – spytał Vlad.
- Jakich pocisków? – spytała Anna.
- SI-13, rakiety wyposażone w głowice atomowe. – odpowiedział jej Vlad – Sitow dysponuje trzema takimi pociskami.
- Chryste… – powiedziała Anna. – Ma pan zamiar wystrzelić wszystkie pociski w siedzibę prezydenta? Przecież już jeden z nich zniesie z powierzchni ziemi całkiem duże miasto.
- Ależ oczywiście, że nie. – powiedział Sitow - Jestem człowiekiem brzydzącym się przemocą. – uśmiechnął się i spojrzał na swoją broń – Nie zamierzam zabijać setek niewinnych ludzi, którzy są tylko nic nie znaczącymi marionetkami w rękach nieudolnej władzy. Atak będzie miał miejsce w prywatnej posiadłości prezydenta. Terenie odsuniętym setki kilometrów od jakichkolwiek miast, czy większych osad ludzkich. Trzy pociski to gwarancja, że mój plan się powiedzie.
- Dalej nie rozumiem kilku rzeczy. – powiedział Vlad – Jaki będzie w tym wszystkim pański interes, Osama Kuljong panu zapłacił? Chce pan zostać nową głową państwa i doprowadzić je do kompletnej ruiny, czy po prostu wprowadzić ogólny chaos?
- Nie chcę zajmować się rządzeniem. – powiedział Sitow – Polityka to zajęcie nie dla mnie…
- Więc współpracujesz z terrorystami… - powiedział Vlad.
Sitow głośno się zaśmiał i powiedział.
- Znowu jesteś w błędzie. Robię to po to aby uzdrowić ten kraj.
- Uzdrowić, zabijając głowę państwa? – powiedziała Gras.
- Cóż, nowy ład i porządek może powstać tylko na gruzach starego. – powiedział Sitow.
- On oszalał. – powiedziała Gras.
- Jesteś po prostu kolejnym zasranym terrorystą. – powiedział Vlad – Zupełnie jak Osama Kuljong. Dziwię się, że nie zawiązaliście ze sobą współpracy.
- Po pierwsze nie jestem terrorystą. – mówił Sitow – A po drugie, i podejrzewam że ta wiadomość pana ucieszy, Osama Kuljong już dawno nie żyje.

-------------

- Co takiego? – powiedział Vlad. – Jak, kiedy?
- Zginął w wybuchu w Pekinie. – powiedział Sitow. – To ty go zabiłeś.
- Ale przecież przed kilkoma dniami widziałem go i rozpoznałem na zdjęciu satelitarnym. – mówił Vlad – Przecież sam mi je…
Vlad zamilkł, jakby właśnie coś go olśniło. Sitow tylko się uśmiechnął.
- Sfałszowałeś te zdjęcia, czyż nie? – powiedział Vlad. – To dlatego fotografie były tak dobrej jakości, mimo że nad Afryką jak i całą resztą świata poza naszym krajem, latają stare satelity.
- Musi pan przyznać, że mam talent. – powiedział Sitow – Na mój fotomontaż nabrałem cały zarząd Agencji.
- Te wcześniejsze usterki satelitów to też twoja sprawka? – powiedział Vlad – To nie była awaria tylko zamierzone działanie mające na celu osłonę twoich posunięć.
- Tylko po co pan to zrobił? – zapytała Anna.
- Żeby odwrócić uwagę Agencji od moich potajemnych działań i wyprowadzić ją na kolejną bezowocną misję. – powiedział Sitow.
- Ale na zdjęciu była również rakieta SI-13. – powiedział Vlad.
- To było tak na wszelki wypadek. – powiedział Sitow – Nigdy nie wiadomo co tym zadufanym w sobie dziwakom przyjdzie do głowy. Chciałem mieć jakąś gwarancję, że jednak w to wejdą. I jak widać połknęli haczyk.
- Ale przecież śledztwo w Kairze doprowadziło Agencję do rosyjskiej bazy, z której skradziono pocisk SI-13. – mówiła Gras – A przy okazji wyszło na jaw, że zaginęły trzy, a nie jak pierwotnie uważało A.Z.T. jedna rakieta. Jaki to miało sens?
- Żadnego. – powiedział Sitow – Czysty wypadek przy pracy. Wasza misja miała się kończyć w Egipcie. W martwym punkcie.
- Ale nie przewidziałeś, że uda nam się podejść Achmeda? – powiedział Vlad.
- Nie, brałem taką możliwość akurat pod uwagę i się do niej przygotowałem. – powiedział Sitow. – Tylko nie wszystko poszło zgodnie z planem…
- To ty wynająłeś snajpera. – powiedział nagle zaczynając powoli wszystko rozumieć Vlad – To dlatego nie widzieliśmy go przed akcją. Wiedziałeś, że będziemy sprawdzali teren robiąc zdjęcia, w tym też w podczerwieni, więc kazałeś się ukryć snajperowi pod ziemią na długo przed misją i czekać na odpowiedni moment.
- Cóż za błyskotliwość. – powiedział uśmiechając się Sitow.
- Tylko czemu snajper czekał, aż ja się pojawię i czemu zaczął strzelać w momencie kiedy miałem już się czegoś dowiedzieć? – zapytał Vlad. – Zupełnie jakby dokładnie wiedział co się tam dzieje.
- Może wiedział. – powiedziała Gras.
- Jak to? – powiedział Vlad – Przecież to nie możliwe. O tym co się działo na przedmieściach Kairu wiedziała tylko grupa ludzi będąca wówczas w polowym Sztabie Dowodzenia A.Z.T. Żadna informacja nie wyciekła na mogła wyciec na zewnątrz… - na chwilę zamilkł, a następnie dodał – Chyba, że w tej grupie był jakiś pański człowiek.
Sitow tylko się uśmiechnął. Nadal siedział spokojnie z bronią wycelowaną we Vlada i Annę. Z zainteresowaniem słuchał wypowiedzi tych dwojga. Najwidoczniej bawiło go to jak ludzie, powoli, acz skutecznie dochodzą do prawdy. A już zwłaszcza ludzie, którzy mają zaraz zginąć.
- To by tłumaczyło też moje kłopoty w rosyjskiej bazie. – powiedział Vlad – Zatrzymanie ciężarówki i złe plany wentylacji, nie były tylko zwykłym przypadkiem czy nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności.
- W Agencji mamy szpiega? – zapytała z niedowierzaniem Anna.
- Na to wygląda. – powiedział Vlad – Pytanie tylko kto jest tym szpiegiem? Może któryś z agentów?
- Nie, moim zdaniem to musi być jakaś dobrze poinformowana osoba. – powiedziała Gras – Ktoś kto dowodził w akcji albo ją bezpośrednio kontrolował. Kto koordynował wasze działania w tej misji?
- Pieczę nad wszystkimi elementami wyprawy sprawowała Martha Greek. – powiedział Vlad – Miała cały czas podgląd na teren działań i wszystkie dane.
- W takim razie to ona jest szpiegiem. – powiedziała Gras.
- Wątpię. – mówił Vlad – Martha pracuje już długo w Agencji. Nie była by w stanie zrobić czegoś podobnego. Dobrze ją znam.
- Skoro jesteś przekonany. – powiedziała Anna – Chociaż ja bym nie była tego taka pewna…
Vlad zmierzył ją swoim spojrzeniem pod wpływem którego natychmiast umilkła.
- Zostaje nam w takim razie tylko dwie możliwości. – powiedział Vlad – Są to porucznik Michaił Kulkon i kapitan Borys Krasow. Jednak nie jestem w stanie dojść do tego który z nich jest zdrajcą. Jak dla mnie obaj zachowują się czasami równie podejrzanie albo co najmniej dziwnie.
W biurze zapadła cisza. Tylko gdzieś w oddali, za oknem, przejechała karetka na sygnale.
- Rozumiem, że już skończyliście? – powiedział nagle Sitow i powoli odsunął od biurka fotel i zaczął wstawać.
- Nie zdradzisz nam kto jest twoją wtyką? – powiedział Vlad – No co tracisz? Przecież i tak nas zaraz zabijesz.
Anna spojrzała przerażonymi oczami na Vlada. Na jej twarzy malowało się zdziwienie zmieszane ze strachem.
A niech wiedzą – pomyślał Sitow. W sumie co mi szkodzi?
- No, dobrze. – powiedział Sitow – Potraktujcie to jako swoje ostatnie życzenie.
Stanął za biurkiem. Jedną rękę oprał o fotel.
- Moim człowiekiem w Agencji jest Michaił Kulkon. – powiedział spokojnym głosem Sitow. – A teraz jeśli można. – kiwnął lekko ręką z pistoletem i wskazał drzwi. – Tylko spokojnie.
- Naprawdę zamierza nas pan zabić? – spytała ze strachem w oczach Anna.
Nie usłyszała odpowiedzi. Sitow tylko się lekko uśmiechnął i ruszył w ich kierunku. Wówczas Vlad powoli zaczął podnosić swoje ręce do góry.
- Nie musi pan iść z podniesionymi rękami. – powiedział Sitow.
W tym momencie prawa dłoń Vlada wykonała gwałtowny ruch w kierunku Sitowa. Przez gabinet przeleciał nóż. Z pistoletu padł strzał. Na podłodze zaczęła rosnąc kałuża krwi.


->Epilog<-
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Reklama
Anti Spam
www.antyspam.pl
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 372
Nieaktywowany Użytkownik: 267
Najnowszy Użytkownik: oferkol
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Czana
27/08/2013 00:15
Ja zaglądam smiley Podrzuć temat..

bestia6985
26/08/2013 22:22
Żyje tu ktoś, to smutne że na tej stronie nikt nie siedzi ... smiley

Magda990
26/03/2013 15:12
Szkoda że tak tu cicho ;(

fischerowiec
16/01/2013 15:41
Ja też

Magda990
26/09/2012 15:37
Me ;D

reburn
17/09/2012 14:49
siemanko, zagląda tu ktoś czasem ?

Magda990
31/08/2012 09:27
no szkoda smiley a przy okazji to siema bo się nawet nie przywitałam smiley

Paul
30/08/2012 21:23
Eh, SCC śpi bo w sumie nikt nie ma czasu opiekować się serwisem, smutne to ale prawdziwe.

MarcedOne
19/08/2012 02:47
wieki mnie tu nie bylo a SCC dalej spi.

michal
09/08/2012 21:20
(przepraszam za składnię wypowiedzi, ale po dniu spędzonym w robocie, poprawność językowa jest ostatnią rzeczą, na której mi zależy... -_- )

Archiwum

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie