Splinter Cell Centre - SCC
  
Strona Główna ::  Forum ::  Artykuły ::  Linki
Październik 23 2017 08:01:56 
 
Nawigacja
Strona Główna
Forum
Artykuły
FAQ
Kontakt
Galeria
Szukaj
Linki
Redakcja
Partnerzy
Wymiana/bannery
Info

Tom Clancy
Ubisoft
Cenega
Porady ogólne
Tryby wizyjne
Sam Fisher
Irving Lambert
Anna Grimsdóttír
William Redding
Michael Ironside
Mapa
Polskie Klany
Plan Wydawniczy
Relacja z UbiDays08

DeviantART
SC Books

"Sojusz zła" - recenzja
"Kolekcjoner" - recenzja
SC: Conviction

Zapowiedź
Recenzja (PC)
Movies
Galeria
Conviction na E3
SC: Double Agent

O grze
Interfejs
Recenzja (XBOX)
Recenzja (PC)
Postacie
Wymagania sprzętowe
Hacking
Fabuła
Movies
Tryb multiplayer
Achievementy
Pasek zaufania
Rodzaje zakończeń
Video solucje (PC, X360)
Video solucje (Xbox)
Galeria
Promocja

SC: Essentials

O grze
Fabuła
Movies
Cheats
Galeria

SC: Chaos Theory

O grze
Interfejs
Recenzja (PC)
Recenzja (N-gage)
Wymagania sprzętowe
Fabuła
Wyposażenie
Włamywanie się
Hacking
Versus
Movies
Cheats
Video solucje
Galeria

SC: Pandora Tomorrow

O grze
Recenzja
Wymagania sprzętowe
Wyposażenie
Fabuła
Postacie
Movies
Cheats
Poradnik
Video solucje
Galeria

Splinter Cell

O grze
Recenzja
Wymagania sprzętowe
Fabuła
Postacie
Movies
Cheats
Video solucje
Galeria
Fan Zone
Story by Yuukimo
Story by IwaN Roz. 1
Story by IwaN Roz. 2
Story by IwaN Roz. 3
Story by IwaN Roz. 4
Story by IwaN Roz. 5
Story by IwaN Roz. 6
Story by IwaN Roz. 7
Story by IwaN Epilog
Story by Molook pt. 1
Story by Molook pt. 2
Stopka
SCC Copyright © 2007-2014

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zakaz kopiowania materiałów bez zgody administracji.

 
SbI Roz. 2
 
Rozdział II


Vlad z pracy wrócił już pod wieczór. Ostatnie promienie słońca unosiły się znad horyzontu. Na niebie widniała krwisto czerwona łuna. Pod koniec dnia zdążyło się lekko ochłodzić. Czystym do tej pory niebo, pokryły pojedyncze obłoki. Na trawie osiadła rosa. Vlad zjechał z głównej szosy w małą leśną dróżkę. Po chwili, gdy już dojeżdżał do swojego domu, zauważył coś dziwnego. Na terenie posiadłości stał czerwony terenowy Porsche Cayenne. Na bocznej szybie widniała czarna naklejka przedstawiająca łosia. Samochód był lekko zabłocony, a na masce, jak i szybach, leżało kilka przyklejonych przez wilgoć liści. Rejestracja wydawała się jakby znajoma, jednak Vlad nie mógł sobie teraz przypomnieć gdzie już ją widział. Głowa już jakiś czas temu dała o sobie znać, a na domiar złego w pracy Hans znowu darł na niego niemiłosiernie mordę. Zagroził nawet wywaleniem z roboty. Dzień jak co dzień. Pieprzony skurwysyn. Płaciłby pracownikom należycie i traktował jak ludzi, a nie istoty niższego rzędu – murzynów do czarnej roboty. Zresztą co się dziwić Hans to Niemiec i zapewne cholerny neofaszysta. Nie cierpię ich. Nie cierpię wszystkich Niemców.
Vlad odprowadził swój rower do prowizorycznej, skleconej z kilku desek i kawałków eternitu, szopy. Po drodze przyjrzał się dokładniej samochodowi. Pojazd wyglądał na nowy i zadbany. Błoto i liście przylepiły się do niego zapewne dopiero gdy zjechał z głównej drogi na leśną. W środku nie było nikogo. Vlad ruszył w kierunku domu. Pchnął stare drzwi, które otwarły się z donośnym skrzypnięciem. Jednak łatwiej niż powinny. Ktoś był w środku. W słabnącym świetle zachodzącego słońca Vlad dostrzegł niedużą, chudą postać. Na jego widok tajemnicza osoba przemówiła.
- Witaj Vlad. Miło cię znowu widzieć. – zabrzmiał niski głos.
- Aleksander Sitow? – zapytał trochę niepewnym głosem Vlad.
- We własnej osobie. – powiedział Sitow – Kopę lat!
- Jakich lat? – zapytał Vlad – Po raz ostatni widzieliśmy się gdy jeszcze pracowałem z tobą w Agencji, czyli będzie teraz jakieś osiem miesięcy temu.
- Tak się mówi. – z uśmiechem powiedział Sitow.
- Włamałeś się do mojego mieszkania… – z pretensją zaczął Vlad.
- Oj, przestań. Wcale się nie włamałem. – powiedział spokojnie Sitow – Drzwi były otwarte.
- Wcale nie były… - powiedział Vlad. – Agencja cię nasłała, tak?
- Tak witasz starych kumpli z roboty? – zapytał z udawaną pretensją w glosie Sitow. – Przyjechałem tu tak tylko zobaczyć co porabiasz…
Tak, akurat bo ci uwierzę – pomyślał Vlad.
-…jak ci się teraz pracuje i żyje – dodał – i widzę, że nie najlepiej.
Zamilkł.
- Może, nie pławię się w luksusie tak jak ty, jednak nie narzekam. – skłamał Vlad – Daję sobie radę…
- No cóż… - powiedział Sitow i przejechał swoim wzrokiem po zagraconym, sypiącym się pokoju – W każdym razie cieszę się, że jesteś szczęśliwy.
Nie łżyj, mów lepiej po co cię tu Diabli przynieśli.
W mieszkaniu zrobiło się już niemal całkowicie ciemno. Vlad wyjął z kieszeni nowe pudełko zapałek i zapalił świecę na stole. Nikłe światło przebiło się przez mrok pomieszczenia, nie oświecając go całkowicie jednak wystarczająco aby można dokładnie zobaczyć smukłą twarz Sitowa. Nad sterczącymi kośćmi policzkowymi, na nosie leżały okulary w cienkich drucianych oprawkach. Oczy były lekko wyłupiaste i przekrwione. Na twarzy malował się ledwie dostrzegalny uśmieszek. Kościste ręce spoczywały na, leżącej na stole, czerwonej teczce.
- Odcięli ci elektryczność? – z jakby większym uśmiechem na ustach zapytał Sitow demonstrując przy tym rząd sowich śnieżnobiałych zębów.
- Po prostu oszczędzam na rachunkach za prąd – skłamał Vlad.
- Widzę, że nie tylko na elektryczności oszczędzasz – powiedział Sitow i spojrzał na dziurę w dachu, przez którą przed chwilą padł, niesiony wiatrem, liść.
- Przejdźmy do meritum, czego chcesz? – zapytał Vlad i podszedł do zlewu. Wyciągnął dwie szklanki i napełnił je w połowie czystą. Jedną z nich postawił na stole przed przybyszem.
Sitow po chwili zadumy chwycił szklankę w kościste dłonie. Wziął mały łyk wódki kiedy nagle, jakby wyraźnie czymś zdegustowany, wykrzywił ledwie dostrzegalnie kąciki ust. Odstawił powrotem szklankę i przemówił.
- Dzięki, ale właśnie sobie przypomniałem, że prowadzę. – po czym dodał – Nie jestem tu służbowo…
- Widzę. – przerwał mu Vlad – Twój samochód jest cały brudny i zabłocony. Musiałeś się długo włóczyć lasem zanim tutaj trafiłeś. Dalej nie umiesz poprawnie korzystać nawet z mapy, co? – zapytał z lekkim zadowoleniem w głosie.
- Bo z map nie korzystam, to przeżytek. – powiedział Sitow - W samochodzie mam zamontowany GPS, tylko że dzisiaj … – i tu zniżył trochę swój głos – ten sprzęt nawalił…
- Aleksander to straszne, jak ty teraz wrócisz do domu? – powiedział Vlad z narastającym zadowoleniem w glosie.
- Ha, ha, ha… - odparł wyraźnie nie ubawiony Sitow – Bardzo śmieszne. Ale lepiej, jak już słusznie o tym wspomniałeś, przejdźmy do powodu mojej wizyty w twoich skromnych progach.
Tu nastąpiła chwila ciszy. Vlad napełniał sobie drugą szklankę. Sitow przemówił już normalnym głosem.
- Pytasz mnie czego chcę od ciebie chcę? Otóż niczego nie chcę. Pragnę ci tylko w dobrej wierze pomóc…

-------------

- Nie potrzebna mi jest niczyja pomoc, a już na pewno nie twoja. – szorstko powiedział Vlad.
- Nawet nie wiesz co i na jakich warunkach chcę ci zaproponować i już to odrzucasz? – zapytał Sito.
- Coś mi się wydaje, że lepiej dla mnie żebym tego nie wiedział. – odparł Vlad.
- To bardzo nierozsądne posunięcie z twojej strony. – powiedział Sitow – Jednak ja wieżę, że mimo wszystko powinno cię to zainteresować…
I w tym momencie chwycił w ręce czerwoną teczkę. Zwinnym, szybkim ruchem tworzył ją i położył na stole jakieś zdjęcia. Vladowi przez moment wydawało się, że dostrzegł błyszczące logo A.T.Z. Sitow spokojnie zaczął mówić.
- Doszły mnie suchy, że wczorajszej nocy miałeś nalot. – lekko się zaśmiał – Kulkon wspomniał mi, że wraz z generałem przedstawili ci, mniej więcej, sprawę Achmeda Somala. – tu na chwilę przerwał, jakby spodziewając się potwierdzenia, jednak Vlad milczał – Ty jednak, oczywiście, odmówiłeś. – kontynuował Sitow – Jednak stwierdziłem, że w świetle nowo zaistniałych zdarzeń, coś mogło by cię jednak w tej materii zmienić.
Tu gestem dłoni wskazał na leżące na stole zdjęcia. Fotografie były wyraźnie lepszej jakości niż te przyniesione wczoraj przez porucznika i kapitana. Bez trudu dało się na nich dostrzec grupkę uzbrojonych ludzi, w tym dwóch podających sobie, w powitalnym geście, ręce.
- Agencji udało się zidentyfikować tych dwóch witających się facetów. – mówił Siton - Pierwszy z nich to właśnie, nie kto inny, jak nasz Achmed Somal, a tym drugim człowiekiem jest… – tu jakby na chwilę przerwał – Osama Kuljong.
W pokoju nastała cisza. Vlad tępo wpatrywał się w zdjęcie. Po czym patrząc przez okno na dogasający dzień, spytał.
- Ten Osama Kuljong?
- Dokładnie. – potwierdził Sitow – Agencja na razie nie ma pojęcia co ten człowiek tam robi, co go łączy z Achmedem Somalem i przede wszystkim jakim cudem jeszcze żyje.
- Przecież myślałem, że ja go… - mówił łamanym głosem Vlad – Wówczas w Pekinie wykończyłem…
- Tak, pamiętam to. – odparł Sitow – Potężny wybuch w przydrożnej spelunie zabił wszystkich zbirów Osamy i, jak do dzisiaj święcie wierzyła Agencja, jego samego również.
- Przecież sam na własne oczy widziałem jak ten skurwysyn wchodził do tej budy. – mówił z niedowierzaniem w głosie Vlad – Chwilę potem zdetonowałem ładunki. On nie mógł przeżyć. Nie mógł, rozumiesz! – podniósł głos.
Nalał sobie resztę zawartości butelki.
- Uspokój się Vlad. – powiedział Sitow – Przecież dobrze wiesz, że jego ciała nigdy nie znaleziono.
- Czy ja nie wiem, że zwłok nie znaleziono? – spytał jakoś wcale nie uspokojony Vlad – Czy ty wiesz co zostało z tej pieprzonej budy?
- Wiem. – odparł spokojnie Sitow – Widziałem zdjęcia, czytałem raporty. Użyłeś bardzo silnego ładunku wybuchowego, o wiele mocniejszego niż zalecała Agencja. – po czym dodał – Mogli zginąć niewinni cywile…
- Ale nie zginęli, czyż nie? – zapytał się Vlad.
- Kilka postronnych osób odniosło obrażenia. – powiedział Sitow.
- Lekkie i niegroźne obrażenia, zapomniałeś dodać. – rzekł Vlad.
- Nie ważne. – mówił Sitow – W każdym razie to było przyczyną twojego odejścia z Agencji, czyż nie?
- Nie. – odparł Vlad – Sam już od dawna chciałem opuścić Agencję. Miałem już dość tego waszego całego śmierdzącego główna i brudów. Tej waszej polityki i układów. Odkładałem tą decyzję tylko ze względu na Saszę. – następnie dodał – A kiedy podczas wykonywania przeze nas misji, w Korei Północnej, wymierzonej przeciwko Osamie i jego ludziom mój partner dzięki wam zginął…- tu na chwilę przerwał – Postanowiłem podjąć się już tylko mojego ostatniego zadania, zlikwidowania Osamy Kuljonga.
- Vlad. – powiedział z westchnieniem Sitow – Już ci mówiliśmy, że Agencja nie była w stanie w tej sprawie nic zrobić i że jest nam wszystkim niewypowiedzianie przykro.
Łżesz jak z nut. Jak niemal wszyscy w Agencji. Mówicie ludziom to co chcą usłyszeć, a nie szczerą prawdą.
- Sasza był naprawdę naszym bardzo dobrym agentem, oraz wspaniałym człowiekiem. – bez zająknięcia się kontynuował Sitow.
Jedna cyferka w olbrzymiej tabeli. Zwykła zimna matematyka i statystyka zysków i strat. A teraz jeszcze ponownie pojawił się Osama. Ażebyście tak wszyscy zdechli.
- A więc jak, chciałbyś przyjrzeć się temu trochę bliżej? – zapytał Sitow – Jeśli chcesz możemy być za godzinę w moim biurze. Mam tam jeszcze kilka szczegółów i informacji na ten temat. – dodał.
Nie doczekawszy się żadnej odpowiedzi Sitow mówił dalej.
- No to co, jedziemy?
- Rzucę na to okiem. – odparł z trudem Vlad.
Położył zdjęcie na stół. Sitow pośpiesznie, ale również z niezwykłą gracją, schował dokumenty z powrotem do czerwonej teczki. Tym razem zarówno logo Agencji, jak i litery A.Z.T. były doskonale widoczne. Sitow uśmiechnął się i wstał zabierając ze sobą akta.
- Tylko nie myśl, że wrócę … - powiedział Vlad.
- Jak już ci mówiłem nie jestem tutaj służbowo, a prywatnie. – mówił Sitow – Agencja nic o tym nie wie.
Oczywiście kłamał. Wyszli na zewnątrz. Sitow nie śpieszył się. Dotarł na zewnątrz kilka sekund po Vladzie. Najwyraźniej miał wcześniej nieprzyjemne, albo raczej bolesne, przeżycie z porozrzucanymi po podłodze pustymi puszkami i butelkami. Teraz najwyraźniej wolał uważać. Stanęli obaj przed samochodem. Na dworze panował mrok. Wyraźnie się ochłodziło. Niebo pokrywały obłoki przez które tylko czasami przebijało się nikłe światło księżyca. Sitow wyjął coś z kieszeni marynarki. Samochód zapiszczał i zamrugał światłami, zamki w drzwiach otwarły się. Wsiedli do środka, zapięli pasy. Sitow włożył kluczyki do stacyjki i już po chwili cicho zaryczał silnik.

-------------

- To którędy mam jechać, żebyśmy się jak najszybciej wydostali z tej dziczy? – zapytał.
- Tą drogą prosto. – wskazał ręką Vlad – A następnie na drugim rozwidleniu w lewo. Za około dziesięć minut wyjedziemy na główną szosę. – odparł.
Przez las jechali bez słowa. Vlad siedział zamyślony wpatrując się w jakiś punkt ciemnego lasu. Sitow jechał uważnie i nazbyt ostrożnie, jakby jakoś niezmiernie bał się o swój samochód.
- Auto żony. – odparł Sitow, kiedy Vlad przestał się wpatrywać w pustą przestrzeń i pytająco zaczął spoglądać na Sitowa pustą i w miarę równą drogę. – Mój wóz jest aktualnie w naprawie. Zatarty silnik. – dodał.
- Z tyłu po prawej stronie nad kołem widziałem sporej wielkości rysę. – skłamał Vlad.
- Cholera! – zaklął Sitow – Będę musiał oddać go do lakiernika. Żona mnie zabije... – powiedział z przejęciem.
Vladowi widok zakłopotanego Sitowa jakby lekko poprawił humor. Wyjechali na asfaltową szosę.
- W końcu! Dzięki Bogu…. – powiedział Sitow i włączył radio.
Panel kontrolny urządzenia rozbłysnął kolorowymi światełkami. Ruszyli szybko asfaltową szosą pośród ciemnego błękitu nocy. Z przestrzennych głośników samochodu wydobywały się dźwięki piosenki Chris’a Rea - „Road to hell”.
Podróż nie trwała długo. Po niespełna czterdziestu pięciu minutach, od wyjechania z leśnej drogi, znaleźli się na przedmieściach miasta, niedaleko strefy domków jednorodzinnych. Alejki pomiędzy budynkami były na ogół zadbane i wysprzątane. Trawniki przy chodnikach, oraz przed posesjami dokładnie przystrzyżone. Tylko gdzieniegdzie nazbierały się, przytargane jesiennym wiatrem, pożółkłe opadłe liście. Na ulicach było już pusto. Jeśli nie liczyć kilku biegających, oraz spacerujących ze swoimi psami osób. W części domów paliły się światła. Większość ludzi jadła kolację, oglądała telewizję albo po prostu spała. Sitow jechał dalej. Na rozświetlonych przez latarnie ulicach zaczął gęstnieć ruch samochodowy. Światła odbijały się od karoserii pojazdów, ludzie szli ulicami. Miasto które nigdy nie śpi – pomyślał Vlad. W końcu zatrzymali się przed wysokim szklano-granitowym biurowcem. Wysiedli i stanęli przed kamiennymi schodami. Do budynku weszli przez grube przeszklone drzwi, do których dojścia pilnował wysoki, krępej budowy czarnoskóry ochroniarz. Sitow tylko machnął mu przed oczami jakąś plakietką, zapewne przepustką, a ten zwinnie odsunął się na bok i w powitalnym geście podniósł lekko czapkę. W dużym słabo oświetlonym holu nie było nikogo, poza drugim czarnoskórym ochroniarzem, który siedział w małym przeszklonym pomieszczeniu. Nogi miał założone na swoje biurko. Murzyn przyglądał się monitorom pokazującym obraz z kamer. Jednak teraz wyraźnie pochłonięty był czymś innym. Na jego biurku stał też mały telewizorek z parą atenek. Z głośników dało się słyszeć jakieś donośne podekscytowane głosy, gwizdy i śpiewy. Strażnik nawet nie zwrócił najmniejszej uwagi na dwójkę przechodzącą tuż obok grubej szyby. Vlad ruszył żwawszym krokiem w kierunku rzędu wind, jednak Sitow powstrzymał go kładąc rękę na ramieniu i wypowiadając te słowa.
- Nie tędy Vlad. – po czym dodał z wyraźnym wyrazem zadowolenia – Do mojego biura prowadzi prywatna winda.

-------------

Z holu kręcili w małą wnękę koło schodów. Sitow wyjął z wewnętrznej kieszeni marynarki mały kluczyk. Przekręcił go w zamku i nacisnął przycisk. Guzik zaświecił się na zielono. Po niespełna trzech sekundach przyjechała winda. Jej drzwi otworzyły się i zaprosiły do środka łagodnym dźwiękiem dzwonka. Szybko wjechali na czterdzieste piętro. Vladowi na moment lekko zatkało uszy. Wyszli na krótki korytarz wyłożony czerwonym dywanem, na końcu którego znajdowały się tylko jedne przeszklone, zaciemnioną grubą, szybą drzwi. Sitow wyjął kartę, którą przejechał przez czytnik, a następnie wprowadził szybko i zręcznie jakiś numer. Momentalnie nad czytnikiem mignęła zielona dioda, zadźwięczało krótkie piknięcie. Coś zasyczało. Sitow chwycił za mosiężną klamkę i popchnął ją. Drzwi otwarły się. Kiedy weszli do pomieszczenie automatycznie zapaliło się, nieco przytłumione, światło. Gabinet nie był specjalnie duży, ale sprawiał wrażenie przestronnego. Na marmurowej podłodze leżała skóra jakiegoś dzikiego zwierzęcia. Nieopodal stało duże, zdobione drewniane biurko na którym, obok laptopa, spoczywały jakieś sterty papierów teczek i innych dokumentów. Na ścianach wisiało kilka romantycznych obrazów. Po lewej przez przeszkloną ścianę budynku rozciągał się, zapierający dech w piersiach, widok na nocną panoramę miasta. Sitow stojąc naprzeciw dębowego barku powiedział.
- Vlad, chcesz trochę? – zapytał podnosząc lekko w górę kryształową karafkę – To bardzo dobry i drogi koniak. – pochwalił.
- Tak, jasne… – odpowiedział wyrwany z chwilowego zamyślenia Vlad.
Sitow przyniósł w rękach dwie szklanki bursztynowego płynu i postawił je na biurku. Sam usiadł na dużym skórzanym fotelu, a Vladowi wskazując gestem ręki naprzeciwległe krzesło, powiedział.
- Spocznij, proszę.
Vlad usiadł i wziął do ręki szklankę. Skóra na obiciu cicho zaskrzypiała. Krzesło było całkiem wygodne.
- Więc jak już ci powiedziałem zarówno Osamę Kuljonga jak i Achmeda Somala widziano dziś rano razem w Afryce. – spokojnie mówił Sitow.
- W Afryce? – zdziwił się Vlad – W którym kraju? W Nigerii?
- Nie. Widziano ich w Czadzie, kilka kilometrów od granicy z Nigerią. – powiedział Sitow – Nasze satelity zrobiły właśnie to zdjęcie dzisiaj o szóstej rano, według tamtejszej strefy czasowej.
Po tych słowach podał Vladowi znaną już mu fotografię. W porządnym świetle na dobrej jakości zdjęciu dało się rozróżnić rysy twarzy obu mężczyzn. Jednym z nich bez wątpienia był Osama Kuljon. Vlad wziął łyka ze szklanki, a następnie zapytał.
- Te zdjęcia pochodzą z waszych satelitów? Myślałem, że w tym rejonie macie tylko ten stary, psujący się sprzęt. – odrzekł przyglądając się nienagannej jakości zdjęciu.
- Bo mamy. – odpowiedział Sitow, również biorąc łyk ze szklanki – Jednak po wczorajszych, wiadomych ci, wydarzeniach udało nam się skierować w ten rejon jeden z naszych nowych satelitów. – dodał.
- I co na to Departament Obrony oraz prezydent? – spytał Vlad – Pozwolili aby jedno z tych swoich cacuszek wysłać na misję na drugą cześć globu, zamiast posłużyć się nim do pilnowania swoich tyłków tutaj?
- Zarówno Departament jak i prezydent nic o tym nie wiedzą. – odparł Sitow – Informacja o tej sferze działania nie wyszła poza ściany Agencji. – na chwilę zamilkł – Prawdę mówiąc wie o tym tylko wąskie grono osób w naszej instytucji, nikt poza tym. – po czym dodał – No, teraz to w sumie również poza tobą.
- Cóż za nadmiar zaufania. – powiedział sarkastycznie Vlad – To do was niepodobne.
- Przestań Vlad … - powiedział Sitow – Dobrze wiesz, że jesteś jednym z nas.
Pod nagłym spojrzeniem swojego rozmówcy dodał.
- A przynajmniej kiedyś byłeś…
Zapadła chwila milczenia. W oddali zza okna dobiegło stłumione wycie syren policyjnych oraz jakiegoś alarmu samochodowego. Vlad uważnie wpatrywał się w oczy swojego rozmówcy. Od okularów odbijał się obraz z monitora laptopa. Ciszę przerwał Sitow.
- W każdym razie Agencja szykuje się do misji, której celem jest znalezienia źródła pochodzenia nowej broni Achmeda. – następnie dodał – Chodzi tutaj oczywiście o rosyjską rakietę SI -13. Nasze ostatnie ślady prowadzą do Egiptu. Grupa wyrusza tam jutro rano.
- Egipt? – zdziwił się Vlad – Myślałem, że Achmed chce wykorzystać swoja rakietę do zamachu na prezydenta Nigerii Olusegun’a Obasanjo?
- Nigeria nie ma już aktualnie prezydenta… - mówił Sitow.
- Co? – zapytał i otworzył ze zdziwienia usta Vlad – Co ty wygadujesz? Chcesz powiedzieć, że Achmed zdążył użyć pocisku przeciwko głowie państwa?
- Nie. – mówił Sitow – Prezydent Nigerii, pan Olusegun Obasanjo dziś rano abdykował i uciekł z własnego kraju. Po prostu nie mógł sobie poradzić z zaistniała sytuacją. Wiesz, te wszystkie zamachy, wojny domowe głód i inne temu podobne gówna.
Sitow zamilkł. Nastała chwila kompletnej ciszy.
- Teraz szczerze mówiąc panuje tam jeszcze większe i bardziej śmierdzące gówno. – kontynuował – Ale to już nie sprawa Agencji.

-------------

Sitow lekko uśmiechnął. Po czym dodał.
- Achmeda widziano jednak jak przekraczał granicę z Egiptem i kierował się do Kairu. Agencja podejrzewa, że tam może kontaktować się ze swoim dostawcą broni.
Vlad milczał i wyraźnie coś rozważał. Sitow opróżnił swój kieliszek i zapytał.
- No, co o tym wszystkim sądzisz Vlad? Nie miał byś ochoty wybrać z Agencją na krótki urlop do słonecznego Egiptu?
Milczenie.
- Tutejsza jesienna aura wyraźnie źle na ciebie wpływa. Jeśli chcesz mógłbym porozmawiać w twojej sprawie w Agencji. – kontynuował – Użyć swoich znajomości i załatwić ci bilet. No co o tym myślisz? To chyba nie jest taki głupi pomysł?
Po chwili ciszy Vlad przemówił.
- Czy widziano tam również Osamę? – zapytał.
- Nie dysponujemy teraz pełnymi informacjami, ale podejrzewamy, że tym kupcem u którego zaopatruje się Achmed jest właśnie Osama Kuljong. – powiedział Sitow.
Przez minutę obaj milczeli. Nawet za oknem nastała prawie kompletna cisza. Zza chmur wyjrzał na moment jasny księżyc, jednak w chwilę potem znowu się skrył. Sitow nie wytrzymał ciszy i przemówił.
- Vlad, Vlad śpisz, czy co?
- Nie. – odparł Vlad – Podjąłem decyzję, jadę. – następnie dodał – Ale pamiętaj, to tylko ten jeden raz.
- Znakomicie! – odparł Sitow – Już dzwonię po transport.
Wstał zza biurka. Wyciągnął komórkę i po wybraniu numeru krótko z kimś rozmawiał patrząc jednocześnie przez szyby na nocną panoramę miasta. Vlad nie mógł rozróżnić słów konwersacji. Po chwili Sitow. Podszedł do krzesła na którym siedział Vlad i powiedział.
- Idziemy. Nasz transport jest już w drodze.
Wyszli korytarzem i przeszli z powrotem do windy. Sitow nacisnął najwyższy przycisk.
- Jedziemy na górę? – zdziwił się Vlad.
- Nasz transport to helikopter. – odparł z uśmiechem Sitow.
Winda ruszyła. Gdy dotarli na szczyt nad dachem już kołowała maszyna. Po jej wylądowaniu wsiedli do środka. Pilot natychmiast poderwał helikopter. Mknęli nocnym niebem nad miastem, aż dolecieli do niezabudowanego, ogrodzonego wielkim murem terenu. Po środku stał wielki trójkątny budynek z jedną wysoka wierzą w centrum. Siedziba Agencji Zwalczania Terroru. Helikopter wylądował na oświetlonym lądowisku, koło wejścia do gmachu. Vlad i Sitow weszli do wielkiej oszklonej hali przypominającej hangar dla samolotu. Na posadzce widniało wielkie logo Agencji. Sitow pokazał przepustkę ochronie, a następnie wręczył jedną ze swoich kart magnetycznych Vladowi i rzekł.
- Masz. To jest karta do świetlicy pracowniczej. Nie są to może jakieś luksusy ale radzę ci żebyś się tam do rana chociaż zdrzemnął. Jutro czeka nas ciężki dzień. – dodał.
To mnie czeka - pomyślał Vlad. Sitow wyszedł z Agencji. Vlad udał się w kierunku świetlicy.


->Rozdział Trzeci<-
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Reklama
Anti Spam
www.antyspam.pl
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 372
Nieaktywowany Użytkownik: 277
Najnowszy Użytkownik: oferkol
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Czana
27/08/2013 00:15
Ja zaglądam smiley Podrzuć temat..

bestia6985
26/08/2013 22:22
Żyje tu ktoś, to smutne że na tej stronie nikt nie siedzi ... smiley

Magda990
26/03/2013 15:12
Szkoda że tak tu cicho ;(

fischerowiec
16/01/2013 15:41
Ja też

Magda990
26/09/2012 15:37
Me ;D

reburn
17/09/2012 14:49
siemanko, zagląda tu ktoś czasem ?

Magda990
31/08/2012 09:27
no szkoda smiley a przy okazji to siema bo się nawet nie przywitałam smiley

Paul
30/08/2012 21:23
Eh, SCC śpi bo w sumie nikt nie ma czasu opiekować się serwisem, smutne to ale prawdziwe.

MarcedOne
19/08/2012 02:47
wieki mnie tu nie bylo a SCC dalej spi.

michal
09/08/2012 21:20
(przepraszam za składnię wypowiedzi, ale po dniu spędzonym w robocie, poprawność językowa jest ostatnią rzeczą, na której mi zależy... -_- )

Archiwum

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie