Splinter Cell Centre - SCC
  
Strona Główna ::  Forum ::  Artykuły ::  Linki
Październik 23 2017 08:07:22 
 
Nawigacja
Strona Główna
Forum
Artykuły
FAQ
Kontakt
Galeria
Szukaj
Linki
Redakcja
Partnerzy
Wymiana/bannery
Info

Tom Clancy
Ubisoft
Cenega
Porady ogólne
Tryby wizyjne
Sam Fisher
Irving Lambert
Anna Grimsdóttír
William Redding
Michael Ironside
Mapa
Polskie Klany
Plan Wydawniczy
Relacja z UbiDays08

DeviantART
SC Books

"Sojusz zła" - recenzja
"Kolekcjoner" - recenzja
SC: Conviction

Zapowiedź
Recenzja (PC)
Movies
Galeria
Conviction na E3
SC: Double Agent

O grze
Interfejs
Recenzja (XBOX)
Recenzja (PC)
Postacie
Wymagania sprzętowe
Hacking
Fabuła
Movies
Tryb multiplayer
Achievementy
Pasek zaufania
Rodzaje zakończeń
Video solucje (PC, X360)
Video solucje (Xbox)
Galeria
Promocja

SC: Essentials

O grze
Fabuła
Movies
Cheats
Galeria

SC: Chaos Theory

O grze
Interfejs
Recenzja (PC)
Recenzja (N-gage)
Wymagania sprzętowe
Fabuła
Wyposażenie
Włamywanie się
Hacking
Versus
Movies
Cheats
Video solucje
Galeria

SC: Pandora Tomorrow

O grze
Recenzja
Wymagania sprzętowe
Wyposażenie
Fabuła
Postacie
Movies
Cheats
Poradnik
Video solucje
Galeria

Splinter Cell

O grze
Recenzja
Wymagania sprzętowe
Fabuła
Postacie
Movies
Cheats
Video solucje
Galeria
Fan Zone
Story by Yuukimo
Story by IwaN Roz. 1
Story by IwaN Roz. 2
Story by IwaN Roz. 3
Story by IwaN Roz. 4
Story by IwaN Roz. 5
Story by IwaN Roz. 6
Story by IwaN Roz. 7
Story by IwaN Epilog
Story by Molook pt. 1
Story by Molook pt. 2
Stopka
SCC Copyright © 2007-2014

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zakaz kopiowania materiałów bez zgody administracji.

 
Story by IwaN Roz. 1
 
„NOWY ŁAD”


Rozdział I


Zapałka. Mała, drewniana wykałaczka, z niedużym łepkiem siarki na jednym końcu. Wydawała się teraz wielka jak kij baseballowy. Tkwiła wbita, w skrawek kolorowego papieru, na sztorc, łepkiem do góry. Przez dziurę w dachu, co pewien czas, wpadało nikłe światło księżyca. Na stole migotał, smagany lekkimi podmuchami wiatru, płomień świecy, a delikatne cienie rytmicznie tańczyły po ścianach niedużego, obdrapanego pokoju. Z zewnątrz dobiegały spokojne odgłosy nocy – gra świerszczy, pohukiwanie sowy oraz rechot żab z pobliskiego stawu. Do pokoju, przez uchylone okno, zwabione słabym światłem, wleciały dwie ćmy. Jedna z nich już na samym początku wpadła w imponującej wielkości pajęczynę. Na próżno zaczęła się szarpać, próbując wyrwać ze śmiertelnej pułapki. Nie wiadomo kiedy, duży, włochaty, pająk o krótkich nóżkach, wyszedł ze swojego ukrycia i momentalnie pochwycił ofiarę. Zwinnymi i szybkimi ruchami wbił w nią kolec jadowy, a następnie obwinął w szczelny kokon. Druga ćma wesoło krążyła po pokoju, zataczając coraz to węższe kręgi wokół płomienia świecy. Nagłe, z góry zaczął dochodzić, z każdą sekundą nabierający na sile, odgłos. Po chwili już bez żadnych wątpliwości można było rozpoznać jego źródło. Były to śmigła ciężkiego wojskowego helikoptera, który teraz wyraźnie zawisł nad domkiem.
Czego oni chcą do cholery – pomyślał Vlad.
Przestał się tępo wpatrywać we wbitą, kilka centymetrów przed nim, zapałkę. Otworzył szerzej oczy. Powoli podniósł głowę ze stołu i oparł ją na rękach, zatykając dłońmi uszy. Hałas nasilał się. Teraz dobiegał już tylko z kilku metrów. Vlad sięgnął do kieszeni po papierosa. Wygrzebał z paczki przedostatnią sztukę. W chwili gdy chciał go odpalić od świecy, z zewnątrz do pokoju wdarł się nagły, silny podmuch wiatru. Okna strzeliły, gwałtownie się otwierając. Pająk spłoszony zarówno hałasem jak i wiatrem uciekł, po trzęsącej się pajęczynie, do swojej kryjówki. Płomień zatańczył bardziej nerwowo na knocie. Świeca zgasła.
- Kurwa!
Zaklął Vlad i zaczął po ciemku macać po stole w poszukiwaniu pudełka zapałek. Kiedy już je znalazł okazało się, że opakowanie jest puste. Niemal w tym samym momencie helikopter wylądował koło jego domku, a z wnętrza wyszła dwójka, ubranych po wojskowemu, ludzi. Pilot za sterami nie wyłączał silników. Wojskowi szli lekko pochyleni, przytrzymując rękami swoje czapki, w kierunku drzwi mieszkania. Po chwili dało się słyszeć donośne pukanie. Vlad powoli wstał od stołu. Z nie zapalonym papierosem w ustach ruszył w kierunku drzwi. Nie śpieszył się. Kilka razy kopnął, pałętające się po podłodze, puste puszki i butelki. Gdy podszedł do drzwi i uchylił je na szerokość łańcucha, jedna z ciemnych, stojących po drugiej stronie postaci, nieznacznie się poruszyła.
- Vladimir Kuznow? – zapytała osoba z zewnątrz.
- Nie zalegam z komornym za ten miesiąc, dobranoc panom.
Odparł Vlad i zamknął z powrotem drzwi. Spokojnym krokiem zaczął wracać w kierunku stołu. Wówczas, po krótkiej przerwie, pukanie znowu zaczęło dobiegać do jego uszu. Zignorował to.
Cholera, przecież już im tyle razy mówiłem, że na pewno nie wracam, kategorycznie i zdecydowanie.
Pukanie nie ustawało. Ciągle miarowe i rytmiczne jak w zegarku stuk-puk-puk. W końcu na chwilę ucichło.
Dali sobie spokój, nareszcie. Tyle razy im powtarzałem. No ileż można dręczyć biednego człowieka.
Nagle w oknie pojawiła się jakaś postać. Przekrzykując łoskot śmigieł helikoptera zaczęła mówić.
- Poruczniku Vladimirze Kuznow, to ja porucznik Michaił Kulkon i kapitan Borys Krasow! Nie poznał nas pan?
Vlad podszedł do okna.
- Poznałem. – odpowiedział – Już w pierwszej chwili poznałem.
- To dlaczego nas pan nie wpuścił? – spytał nieco zdziwiony Michaił.
- Właśnie dlatego, poruczniku, właśnie dlatego… - powiedział Vlad.

-------------

Zamilkli na chwilę. Po czym już spokojnym głosem odezwał Kulkon.
- Agencja chce aby pan wrócił. – powiedział niepewnie, chyba świadom tego co zaraz nastąpi.
- Do jasnej cholery ! Ile razy trzeba wam powtarzać, nie jestem zainteresowany, nie chcę mięć z wami nic wspólnego, nie wracam!!! – krzyczał Vlad – Mam wam to napisać drukowanymi literami, czy co?!?
Kulkon, jak gdyby trochę zgaszony powiedział ciszej.
- No cóż… Zawołam tu kapitana, może jednak on pana jakoś przekona…
- Ani on, ani nikt inny! Nawet prezydent nie jest w stanie tego zrobić. – warknął Vlad i już chciał zamykać okno, kiedy Michaił usunął się na bok. Jednak w jego miejsce, szybko i nie wiadomo skąd, pojawiła się nowa postać. Wysoki, szczupły mężczyzna – kapitan Borys Krasow. Kulkon momentalnie, pod wpływem krótkiego spojrzenia przełożonego, machnął ręką w stronę helikoptera i wówczas, na ludzi jak i na niemal cały dom, padł ostry snop światła z reflektora śmigłowca. Vlad osłonił ręką oczy. Z ciemności wyłoniła się teraz dokładniej broda jak i reszta konturów kapitana. Wysoka postać po chwili pauzy przemówiła, spokojnym równym, a jednocześnie stanowczym głosem.
- Poruczniku Vladimirze Kuznow, musimy z panem porozmawiać w pewnej niezmiernie ważnej sprawie.
Nastąpiła krótka chwila milczenia.
- No więc, wpuści nas pan do środka? – zapytał Kulkon.
- Tak jasne, wejdźcie. – powiedział niepewnym głosem Vlad i wyjął z ust papierosa.
[i]Wszystko, tylko wyłączcie ten cholerny reflektor, człowiek czuje się jak na jakimś przesłuchaniu.[/i] Vlad podszedł do drzwi, otworzył zamek oraz zdjął łańcuch. W wejściu stała już dwójka wojskowych. Kapitan z przodu, a porucznik tuż za nim.
- Proszę wejść. – powiedział Vlad i odsunął się na bok od otwartych drzwi.
Obaj wojskowi niespiesznie wkroczyli do środka. Vlad zamknął drzwi. W małej sieni zapanowała niemal kompletna ciemność.
- Proszę tędy, do pokoju. – Vlad wskazał ręką drogę – I niech tylko panowie uważają pod nogi. – dodał po chwili, kiedy Kulkon poślizgnął się na butelce i omal nie stracił równowagi – Dawno nie robiłem porządków.
Kiedy już cała trójka znalazła się w niedużym, obdrapanym pokoju, Vlad podszedł do zawieszonej nad skorodowanym zlewem, szafki i wyjął stamtąd trzy nieduże szklanki. Przez niedomyte szkło przechodził snop światła reflektora rzucając na przeciwległą ścianę fantastyczne cienie. Vlad sięgnął ręką do szuflady i wyciągnął z niej butelkę czystej. Pytająco spojrzał najpierw na kapitana, a potem na porucznika. Obaj milczeli.
- No tak, zapomniałem – mruknął Vlad – służba. – nalał tylko sobie.
Nieopodal druga ćma, zwabiona światłem reflektora, chciała wylecieć z powrotem na zewnątrz. Wpadła w pajęczą sieć.
- Więc, słucham panów. – spokojnie powiedział Vlad i wziął dużego łyka ze szklanki – O co znowu chodzi tym razem?
Kapitan Borys Krasow odchrząknął, a następnie przemówił.
- Do naszej Agencji doszły suchy, jakoby niejaki Somal Achmed, przywódca jednej z grup zbrojnych Nigerii, wszedł niedawno w posiadanie broni większego rażenia.
- Do Agencji doszły suchy?– ze zdziwieniem spytał Vlad.
- Anonimowy informator wysłał nam wiadomość. – odparł Kulkon.
- Chcecie mi powiedzieć, że Agencja dała wiarę, jakiejś tam, puszczonej przez, nie wiadomo kogo, plotce? – jeszcze bardziej zdziwił się Vlad – To mógł być zwykły wybryk jakiegoś gówniarza. – dodał.
- Nie. Nie daliśmy wiary. – sucho odparł kapitan – Sprawdziliśmy to.

-------------


Dał znak ręką Michaiłowi Kulkonowi, a ten wyjął ze swojej torby grubą czerwoną teczkę, na której połyskiwało logo Agencji Zwalczania Terroru – otwarty parasol ze złotymi gwiazdami osłaniający kulę ziemską. Vlad przypomniał sobie, że zawsze śmieszyło go to logo. Kulkon otworzył teczkę. Wyjął z niej kilka zdjęć satelitarnych, oraz akt osobowych, a następnie położył je na stole. Vlad podniósł dokumenty. Przez chwilę przyglądał się im w ostrym świetle reflektora. Przerzucał kartki, studiował zdjęcia. Następnie rzekł.
- I dlaczego Agencja się tak tym nagle przejęła? – dziwił się – Przecież Nigeria to jeden z tych biednych afrykańskich krajów, takich jak chociażby: Sudan, Somalia, Zimbabwe czy Wybrzeże Kości Słoniowej. Tam prawie ciągle trwają wojny domowe lub inne konflikty zbrojne. Jedno plemię walczy z drugim o dominację terytorialną oraz pieniądze z nielegalnego biznesu, handlu narkotykami, czy też niewolnictwa Postronni ludzie głodują, giną w zamieszkach i nikt z zewnątrz jakoś specjalnie się tym nie przejmuje. Zupełnie nie rozumiem co ma mieć z tym wspólnego Agencja. Przerzuciliście się na działalność humanitarną i wreszcie troszczycie się o biednych mieszkańców naszego, jakże również biednego, globu? – sarkastycznie zapytał Vlad.
Kapitan Borys Krasow milczał. Wówczas trochę niepewnie odezwał się Kulkon.
- Vladimirze Kuznow, sprawa jest niezwykle poważna. Mamy podstawy podejrzewać, że Somal Achmed wszedł, jak już zostało to tutaj wspomniane, w posiadanie broni większego rażenia i…
- I co w tym dziwnego? – przerwał mu nagle Vlad – Przecież to przywódca grupy zbrojnej. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, iż ma broń, a że jakąś większego rażenia, to może nawet lepiej. Wytłuką się tam szybko sami między sobą i może w końcu będzie spokój…
Zapadła długa chwila ciszy. Vlad poczuł, że chyba nie wszyscy zrozumieli jego dowcip. Kulkon spojrzał na kapitana, po czym spokojnie zaczął kontynuować swoją wypowiedz.
- Podejrzewamy, iż zamierza użyć tej broni przeciwko swojemu prezydentowi Olusegun’owi Obasanjo.
- Wewnętrzne problemy państwa afrykańskich to chyba nie sprawa Agencji? – powiedział Vlad – A jak wam tak na nich zależy, to powiadomcie tamtejsze siły wojskowe. Niech sami złapią sukinsyna i będą mieli problem z głowy. Agencja chyba może się podzielić z nimi informacją o pozycjach ludzi Achmeda?
Po krótkiej przerwie Kulkon zaczął mówić dalej.
- Achmeda jak i jego ludzi już tam dawno nie ma.
- Mówicie mi, że Agencja zgubiła Somala? – zdziwił się Vlad – Normalnie potraficie, przez te swoje satelity, czytać numery kart kredytowych postronnych obywateli, albo śledzić kogoś, nawet w przypadku jakby się niemal pod zmienię zapadł, a teraz mówicie mi, że ktoś przed wami się schował? I to nie jeden człowiek tylko cała grupa.
- Nasze satelity nad tym rejonem tworzą dosyć rzadką siatkę. – mówił Kulkon.
- Co, nie wystarczającą żeby śledzić człowieka dwadzieścia cztery godziny na dobę? – zapytał ironicznie Vlad.
- Agencja ma nad tym rejonem, jak i nad prawie całą resztą globu, posiada wystarczającą ilość satelitów, aby być w stanie dokładnie śledzić ruchy dowolnego obiektu przez kilka minut raz w ciągu trzech godzin. – odparł Kulkon.
- Już nie raz w ciągu godziny? – spytał Vlad.
- Nie. Ograniczyliśmy ilość satelitów poza terenem naszego kraju do bezwzględnego minimum, na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa państwa. - powiedział Kulkon, a następnie ciszej dodał – Zwłaszcza po ostatniej serii zamachów terrorystycznych.
Vlad ze zrozumieniem kiwnął głową. Przypominając sobie o ostatnim ataku, a następnie serii demonstracji, oraz kilkunastu przypadkach linczu na imigrantach z bliskiego wschodu i wyznawcach islamu. W jego rodzimym mieście w zeszły czwartek niemal doszczętnie spłonął jeden z niewielu tutejszych meczetów.

-------------

- Niestety Agencja boryka się teraz również z innymi problemami. I to powiedziałbym bardziej przyziemnej natury. – mówił Kulkon – Otóż po ostatnim niepowodzeniu – porucznik przełknął ślinę – rząd zmniejszył nam dotację na działalność poza terytorium kraju. Argumentując to rzekomo zbyt wielkim przywiązywaniem uwagi sprawą bezpieczeństwa globu, a zbyt małą w państwie. Sam prezydent podobno powiedział „Mieszamy się we wszystkie brudy świata, a na własnym podwórku nie umiemy utrzymać porządku”. Może pan w to uwierzyć, poruczniku?
Mogę – pomyślał Vlad. Oczywiście że mogę.
Prezydent Peter Grant może nie był najmądrzejszym człowiekiem, ale zdarzało mu się, że czasem miewał racją. I tak właśnie było w tym przypadku. Tegoroczna, niegroźna jak się na początku wydawało, „pomyłka” Agencji Zwalczania Terroru zaowocowała serią całkiem udanych zamachów, w których zostało poszkodowanych lub poniosło śmierć, kilka tysięcy niewinnych obywateli. A wszystko to w państwie które, jak do niedawna się zdawało, kontroluje wszystko i wszystkich, pozostając poza wszelkimi zagrożeniami. Jak gdyby było otoczone jakimś magicznym balonem, czy też parasolem. Tylko, że teraz okazało się, że balon pękł, a parasol jest dziurawy. Dodatkowo skandal i większe zamieszanie wokół Agencji wybuchło po wyjściu na jaw, w drodze szeroko zakrojonego śledztwa, iż Agencja była w posiadaniu informacji przestrzegających ją przed groźbą możliwego ataku ze strony terrorystów. Jednak dane te nie zostały przyjęte z należną im uwagą i zepchnięto je na boczny tor, jako mniej ważne. To było wówczas kiedy Agencja pomagała rządowi w jego prywatnej wojnie o większe zyski finansowe. Chodziło konkretnie o przejęcie kontroli nad jednym bliskowschodnim państwem posiadającym znaczące złoża ropy naftowej. Oczywiście wszystko pod przykrywką. Pretekstem była chęć obalenia groźnego dyktatora rzekomo posiadającego broń masowego rażenia – gazy bojowe, rakiety, a nawet ponoć również brudną bombę atomową. Oczywiście tegoż arsenału nigdy nie znaleziono. Vlad cieszył się, że nie pracował już wówczas w Agencji. Nie doczekawszy się odpowiedzi Kulkon kontynuował.
- Dlatego też byliśmy zmuszeni nad rejony mniej zagrożone wysłać nasz, już nie najnowszy sprzęt – poprzedni model satelitów. Jak pan zapewne wie te urządzenia nie należał do najlepszych i potrafiła sprawiać problemy w najmniej oczekiwanych momentach. - dodał.
- Wiem. - odparł spokojnie Vlad – Wiele lat z tym złomem współpracowałem. Cholerstwo potrafi się psuć w najgorszych chwilach. Jednak myślałem, że wycofaliście je z służby po ostatniej premii rządowej za pomoc udzieloną w wojnie. Czyż nie?
Kulkon nagle sprawił wrażenie jakby chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zmilkł. Odezwał się za to milczący dotąd kapitan Borys Krasow.
- Poruczniku Vladimirze Kuznow. Większość naszych starych satelitów istotnie została już wycofana ze służby i zastąpiona nowymi, lepszymi, a przede wszystkim mniej awaryjnymi modelami. Jednakże w zaistniałej sytuacji zmuszeni byliśmy na ponowne włączenie części z ich do służby.
- Tak, zawsze musicie mieć na wszystko oko. – sucho skomentował Vlad.
- Pech chciał – mówił już Kulkon – iż na rejonem Nigerii, gdy otrzymaliśmy informację, znajdował się starszy model satelity. I wówczas – porucznik zniżył nieco głos – nastąpiła nagła awaria w wyniku której na pewien czas straciliśmy kompletnie kontakt z tym rejonem.
- Na pewien czas? – zapytał Vlad – Znaczy się, konkretnie jak długo to trwało?
- Prawie dwanaście godzin. – odparł z lekkim zakłopotaniem Kulkon.
- Co? – zdziwił się Vlad – Przez bite pół doby straciliście go z oczu i dziwicie się, że facet, z tą całą swoją bandą, wam spieprzył?
- Nie podejrzewaliśmy - mówił Kulkon – iż tak szybko podejmie jakieś kroki. Niedaleko tego miejsca niemal regularnie, miejscowi handlarze bronią, dobijają swojego targu. Zazwyczaj trwa to kilka dni, niekiedy tydzień. Mieliśmy zamiar śledzić go po dokonanej transakcji, a następnie, będąc już w posiadaniu niezbitych dowodów pojmać go oraz jego kupca. Jednak facet ulotnił się zaraz po wykonaniu przez nas pierwszych zdjęć. Potem nastąpiły awarię satelitów i po prostu straciliśmy go z oczu. – dodał z lekkim zakłopotaniem.
- Cóż za pechowy zbieg okoliczności. – odrzekł Vlad i ledwie dostrzegalnie uśmiechnął się kącikiem ust.
- Jest jeszcze coś. – Kulkon mówił jakby mniej spokojnie i z jeszcze większym zakłopotaniem – Zanim nastąpiła awaria, zdążyliśmy zrobić kilka zdjęć broni większego rażenia, w której posiadanie wszedł Somal Achmed.
W tym momencie Kulkon przerwał na chwilę swoją wypowiedź i podał Vladowi niewyraźne oraz niezmiernie rozmazane zdjęcie. Widniała na nim jakaś ciężarówka, na skrzyni której spoczywało kilka różnego rodzaju, nie dających się bliżej zidentyfikować z powodu kiepskiej jakości fotografii, broni oraz jedna nawet pokaźnych rozmiarów rakieta.
- Nasi specjaliści dokładnie przyjrzeli się temu pociskowi. – mówił Kulkon, a potem niepewnym głosem dodał – Doszli do wniosków, iż jest to rakieta z rodzaju SI- 13. Pocisk używany kilkadziesiąt lat temu przez armię rosyjską. – tu na chwilę zamilkł – Nie wiemy jaki sposób Achmed wszedł w jego posiadanie. Wiemy tylko, że rakieta pochodzi najprawdopodobniej z, okradzionego pół roku temu, garnizonu Zbrojnych Sił Rosyjskich, znajdującego się nad wybrzeżem Morza Karskiego. Nasze przedstawicielstwo w Moskwie skontaktuje się dziś rano tamtejszymi władzami w tej sprawie.

-------------

W pokoju zapadło milczenie.
- Ale to niestety nie koniec złych wieści. – kontynuował smętnym głosem Kulkon – Nasi eksperci doszli do wniosku, że z całkiem dużym prawdopodobieństwem można założyć, iż jest to jedna z pierwszych modeli rosyjskich rakiet typu SI – 13, a te jak panu zapewne wiadomo…
- Były wyposażone w głowice jądrowe … - przerwał mu Vlad, następnie nalał sobie drugą szklankę czystej, którą zaraz opróżnił za jednym razem - Szalony Iwan z ładunkiem jądrowym. Chryste…
- Jak pan zapewne teraz widzi, sytuacja jest niezmiernie poważna. – odparł milczący kapitan Borys Krasow – Dlatego też Agencja pragnie zwrócić się do pana z prośbą o pomoc.
- Chcecie znać moje zdanie na ten temat i posłuchać rad? – spytał się Vlad.
- Nie, od tego mamy naszych analityków i specjalistów .– spokojnie odpowiedział Krasow.
- Tak, to takim razie gdzie byli ci wasi pieprzeni analitycy i specjaliści, gdy ja i Sasza wykonywaliśmy zadanie w Korei?!? – warknął Vlad i nalał sobie kolejną szklankę.
- Już to z panem przerabialiśmy. – powiedział niewzruszony Krasow – To było konieczne posunięcie, mające na celu zapobiegnięcie odrodzenia się konfliktu zbrojnego między dwoma Koreami. Zrobiliśmy to co było słuszne.
- Konieczne posunięcie, tak?! Jak sądzicie czy Sasza też tak myśli?!!! – wrzasnął Vlad.
- Poruczniku Vladimirze Kuznow, proszę się uspokoić. – Kulkon próbował złagodzić napięcie - Przecież pan wie, że naszej Agencji jest niezwykle przykro z powodu Saszy…
- Ta, akurat… - powiedział pod nosem Vlad i wziął łyk ze szklanki.
Co wy możecie wiedzieć. Przecież dla was to tylko czyste statystyki, a dla mnie przyjaciel. Prawdziwy przyjaciel. A tych z reguły w życiu nie ma się wielu.
- Jeśli nie chcecie żebym wam służył swoją radą, to po co tu przybyliście? – powiedział Vlad – Jeszcze budząc człowieka w środku nocy. – skłamał.
- Niech pan nam wybaczy. – mówił Kulkon - Jak już wspomnieliśmy sprawa jest niezwykle ważna i Agencja chciała…
- Niech zgadnę. Żebym wrócił? – sztywno powiedział Vlad – Przecież już wam mówiłem, nie.
- Tak, doskonale to wiemy. – powiedział Kulkon – Jednak Major Igor Krysow bardzo na nas nalegał, żeby pana…
- Sam, major Igor Krysow? – zdziwił się Vlad.
Podczas wieloletniej pracy w Agencji nigdy nie przepadał za swoimi przełożonymi. A już w szczególności za majorem Igorem Krysowem. Wyjątkowo oschłym, oraz nudnym gruby człowiekiem o niskiej posturze i wielkim sterczącym brzuchu.
Dziwne, czemu teraz tak nagle tej tłustej świni na mnie zależy?
Vlad przez chwilę stał w milczeniu, wpatrując się jak na oświetlonej pajęczynie pająk spokojnie konsumuje jedną z ciem.
- Jeśli pan pozwoli, poruczniku Vladimirze Kuznow. Helikopter już czeka. – powiedział kapitan Borys Krasow i wskazał ręką przez okno w stronę ostrego reflektora.
Pilot ciągle posłusznie siedział za sterami. Silniki pracowały. Zapadła krótka cisza.
- Już to przerabialiśmy, wiele, naprawdę wiele razy… – ze zrezygnowaniem w głosie powiedział Vlad – Czy do tych waszych wojskowych łbów naprawdę nic, poza rozkazami, nie trafia?
- Wiemy – odezwał się Kulkon - , że przeżywał pan stratę Saszy…
- Gówno wiecie! – krzyknął Vlad – Wynoście się z mojego domu i to zaraz!!!
- No, cóż… - spokojnie powiedział niewzruszony kapitan Borys – W takim razie nie będziemy panu więcej zajmowali nocy. Dobranoc poruczniku.
A żeby was tak wszystkich szlak trafił, cholery jedne.
Porucznik Kulkon już pakował rzeczy i zbierał się do wyjścia, kiedy nagle pod wpływem ostrego spojrzenia kapitana raptownie się zatrzymał. Jakby właśnie o czymś sobie przypomniał.
- Ach, tak. – powiedział odwracając się jeszcze w stronę Vlada i wyjmując jakiś mały prostokątny papierek z kieszeni munduru – To tak na wszelki wypadek, jakby mimo wszystko zmienił pan zdanie. – i położył kartkę na stole.
- Wiemy, że wie pan gdzie i pod jakim telefonem nas szukać, ale mamy teraz nowe numery. – dodał – Wie pan, względy bezpieczeństwa. Jeszcze raz dobranoc poruczniku.

-------------

W chwilę po tym obaj wojskowi opuścili pokój udając się w kierunku drzwi. Kulkon znowu omal nie przewrócił się na starej puszce po piwie. Słychać było najpierw skrzypnięcie otwieranych, a potem trzask, zamykanych drzwi. Wyszli. Vlad jeszcze przez chwilę stał nieruchomo przy stole. W palcach obracał nie zapalonego papierosa. Następnie włożył go do ust i usiadł na krześle. Wyjął wbitą w mapę zapałkę. Do pokoju przez otwarte okno wdarł się mocniejszy podmuch wiatru. Jednocześnie hałas silnika najpierw nabrał nieco na sile, a następnie stopniowo cichł. Reflektor przestał świecić. Odlecieli. Vlad zapalił zapałką najpierw papierosa, a potem świecę. W słabym świetle zaczął przyglądać się wizytówce na której widniało to samo znajome logo co na teczce Kulkona. Kula ziemska osłonięta przez parasol ze złotymi gwiazdami. Pod znakiem znajdowały się trzy duże drukowane, srebrne litery – A. Z. T. – Agencja Zwalczania Terroru. „Chronimy i służymy”, głosił napis po tej stronie wizytówki. Na odwrocie znajdowała się reszta niezbędnych informacji, wraz z adresem oficjalnej placówki i jej numerem telefon. Vlad odłożył wizytówkę na skraj rozłożonej mapy. Przyjrzał się dokładnie miejscu gdzie wcześniej tkwiła wbita zapałka. Dziura znajdowała się na opustoszałym terenie Korei Północnej niedaleko granicy z Chinami.
Mogło się nam udać. Tak niewiele brakowało… Gdyby tylko te sukinsyny z Agencji przybyły w porę, odpowiedziały na wołanie o pomoc. Wszystko było by inaczej. Dzisiaj pewnie dalej razem chodzilibyśmy na piwo, wędkowali w jeziorze, rozmawiali, żartowali. Jednym słowem, cieszyli się życiem. Gdyby... – pomyślał Vlad.
Wstał poszedł po butelkę wódki. Kiedy już napełnił szklankę, spostrzegł, iż za oknem zaczyna powoli świtać. Na skraju horyzontu z wolna pojawiała się coraz to większa jasna smuga. Niemal wszystkie gwiazdy zdążyły już zniknąć. Na niebie pozostał jeszcze okrągły księżyc. Jednak był on teraz o wiele mniejszy i świecił znacznie słabiej. Wypadałoby się jeszcze trochę zdrzemnąć – pomyślał Vlad.
Dziś czeka mnie zapewne kolejny ciężki dzień w robicie. O kurwa! Znowu zapomniałem wyregulować sprzęgła w reperowanym samochodzie. Hans nie będzie zadowolony. Zresztą kiedy w ogóle jest. Wiecznie na coś narzeka, albo na kogoś się wydziera. Pieprzony, niewyżyty skurwysyn.
Nalał sobie resztę zawartości butelki i wypił za jednym przechyleniem szklanki. Do pokoju wpadły pierwsze promienie porannego słońca.


->Rozdział Drugi<-
Komentarze
Leito dnia sierpień 05 2008 17:46:11
Mniam, Super! 5/5 smiley
IwaN dnia październik 21 2008 20:37:38
Miło mi to słyszeć smiley ...
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Reklama
Anti Spam
www.antyspam.pl
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 372
Nieaktywowany Użytkownik: 277
Najnowszy Użytkownik: oferkol
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Czana
27/08/2013 00:15
Ja zaglądam smiley Podrzuć temat..

bestia6985
26/08/2013 22:22
Żyje tu ktoś, to smutne że na tej stronie nikt nie siedzi ... smiley

Magda990
26/03/2013 15:12
Szkoda że tak tu cicho ;(

fischerowiec
16/01/2013 15:41
Ja też

Magda990
26/09/2012 15:37
Me ;D

reburn
17/09/2012 14:49
siemanko, zagląda tu ktoś czasem ?

Magda990
31/08/2012 09:27
no szkoda smiley a przy okazji to siema bo się nawet nie przywitałam smiley

Paul
30/08/2012 21:23
Eh, SCC śpi bo w sumie nikt nie ma czasu opiekować się serwisem, smutne to ale prawdziwe.

MarcedOne
19/08/2012 02:47
wieki mnie tu nie bylo a SCC dalej spi.

michal
09/08/2012 21:20
(przepraszam za składnię wypowiedzi, ale po dniu spędzonym w robocie, poprawność językowa jest ostatnią rzeczą, na której mi zależy... -_- )

Archiwum

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie