SbI Epilog
Dodane przez Paul dnia Sierpień 26 2007 12:21:59
Epilog


Spisek Aleksandra Sitowa został zdemaskowany. A.Z.T. przeprowadziła szeroko zakrojone, wewnętrzne jak i zewnętrzne śledztwo, w wyniku którego oskarżenia zostały postawione kilkunastu osobą. Wśród tej grupy był porucznik Michaił Kulkon, który przyznał się do stawianych mu zarzutów i zaoferował swoją pomoc przy schwytaniu pozostałych członków konspiracji. Wśród ludzi którzy zasiedli na sądowej ławie oskarżonych znalazło się kilka ważnych osób ze świata biznesu i polityki. Część z nich obracało się w środowisku prezydenckim, a jedna persona była osobistym doradca głowy państwa. W wyniku śledztwa wykryto również parę nowych ugrupowań terrorystycznych, bądź bojówek zbrojnych. Głównie były to organizacje przestępcze z rejonów Afryki oraz Azji. Okazało się, że spisek planowano od wielu lat. Byli już nawet wyszkoleni politycy i ugrupowanie, które miało przejąć władzę po zlikwidowaniu urzędującego prezydenta. Pieniądze na działalność grupa pozyskiwała głównie z nielegalnego handlu bronią i diamentami w krajach wschodnich i południowej Azji. Część funduszy pochodziła jednak z legalnego źródła - inwestycji i przedsięwzięć niczego nie świadomych biznesmenów. Po oficjalnym ujawnieniu informacji na temat ilości skradzionych rakiet SI-13, strona rosyjska zgodziła się współpracować. W wyniku czego, dzięki połączonym siłom, w niedługim czasie wpadnięto na trop dwóch z zaginionych pocisków. Skromny pogrzeb Aleksandra Sitowa odbył się na małym podmiejskim cmentarzu. Pogoda podczas pochówku nie dopisała. Wiał porywisty, mroźny wiatr, a z nieba mżył deszcz. Na cmentarzu zebrała się tylko mała grupa osób. W Nigerii został wybrany, w wyniku demokratycznego głosowania, nowy prezydent, który obiecał swoim rodakom walkę z korupcją, biedą i głodem, oraz wewnętrznymi wojnami. Za jeden z głównych celów postawił sobie również ścisłą współpracę z państwami zachodu. Ostatniej, trzeciej z zaginionych rakiet, jak dotąd nie odnaleziono.
Vlad siedział w szuwarach przy jeziorze z wędką w ręku na rozkładanym krzesełku rybackim. U stóp leżała otwarta puszka piwa. Obok stała Anna Gras i z lekkim wstrętem patrzyła jak nabija biednego, małego robaka na metalowy haczyk.
- Ależ to obrzydliwe i nieludzkie. – powiedziała Anna.
Vlad spojrzał się na nią. Po przygodzie w gabinecie Aleksandra Sitowa postanowili, że muszą gdzieś się razem wybrać. I to nie dla tego, że coś do siebie zaczęli czuć, do tego żadne z nich nie chciało się przyznać, ale po to aby po prostu świętować wspólnie swoje przeżycie. Anna była, na początku, za bardziej aktywnym spędzeniem czasu, jednak lekaż zabronił Vladowi wykonywania zbytecznego wysiłku do czasu całkowitego wyleczenia rany postrzałowej. Vlad rzucił wówczas propozycję spędzenia tych kilku wolnych dni u niego, poza miastem, w lesie. Anna przystała na propozycję, chociaż teraz chyba powoli zaczynała tego żałować. Po przyjechaniu na miejsce i długim, oraz męczącym spacerze leśnymi ścieżkami, od kilkunastu minut bezsensownie siedzieli nad jeziorem. Vlad odłożył na bok wędkę, a następnie przemówił.
- Wiesz co? Ja też tak naprawdę nigdy do końca nie lubiłem wędkować. Może inaczej spędzimy nasz wolny czas?
- Mam nadzieję, że nie sugerujesz kolejnego nudnego spaceru po lesie. – powiedziała Anna.
- Nie. – uśmiechnął się Vlad – Mam na myśli coś bardziej interesującego i przyjemniejszego…
- To znaczy? – zapytała Anna.
- Mam u siebie bardzo wygodne i szerokie łóżko… - powiedział Vlad.
- Nie kłam. – odpowiedziała Gras – Przecież w twoim domu eksplodował ładunek wybuchowy. Niemal wszystko zostało zrównane z ziemią. Przecież sam mi to pokazywałeś.
- Miałem na myli moje łóżko w mojej przybudówce. – powiedział Vlad.
- Trzymasz łóżko w szopie? – zdziwiła się Gras.
- Wcześniej było w domu, ale dach zaczął tam przeciekać, więc je przeniosłem. – odpowiedział Vlad, następnie wstał i powoli ruszył w kierunku swojej posiadłości.
- No nie wiem czy to dobry pomysł. – powiedziała Gras - Lekaż zabronił ci się przemęczać.
Vlad tylko obrócił się i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. Po czym oboje ruszyli w kierunku drewnianej szopy.


- KONIEC -

Paweł “IwaN” Grunt
Warszawa 2005